Jak donosi Wyborcza, Rzecznik Praw Obywatelskich wszczął z urzędu postępowanie w sprawie zatrzymania i przesłuchiwani klienta apteki, który chciał kupić w miniony piątek lek dla konia. Na recepcie weterynaryjnej znajdowało się 90 opakowań leki z mizoprostolem. Farmaceutka miała podejrzenie, że recepta może być sfałszowana, dlatego nie mogąc skontaktować się z lekarzem weterynarii, powiadomiła policję. Ta przyjechała do apteki, zatrzymała mężczyznę i dopiero po potwierdzeniu autentyczności recepty, został zwolniony (czytaj więcej: Policja interweniowała w aptece w sprawie recepty dla… konia).
– Nie widzimy podstawy do trzymania przez kilka godzin na komisariacie i przesłuchiwania klienta apteki, który chciał kupić lek, na który miał receptę. Zastanawiające jest też wyjaśnienie farmaceutki, która odmówiła sprzedaży leku – mówi Wyborczej dr Aleksandra Wentkowska, pełnomocniczka terenowa rzecznika praw obywatelskich w Katowicach.
RPO wszczął z urzędu postępowanie w sprawie sytuacji, do której doszło w Krakowie.
– Naszą wątpliwość budzi legalność odmowy wydania leku. Tłumaczenie, że recepta mogła być sfałszowana i że recepty weterynaryjne wypisywane w formie papierowej są podrabiane, budzi poważne wątpliwości, ponieważ idąc tym tokiem rozumowania, każdą receptę można by podważyć – podkreśla dr Aleksandra Wentkowska.
Wyborcza informuje, że RPO będzie analizować procedury dotyczące możliwości odmowy sprzedaży leków. RPO ma też sprawdzić też, jakich ewentualnie leków dotyczą odmowy sprzedaży. Chodzi o to, by sprawdzić, czy wyczulenie farmaceutów jest np. związane z zaostrzeniem ustawy aborcyjnej i czy może wynikać z obaw o konsekwencje sprzedaży leków, które mają również działanie poronne (czytaj więcej: Śląsk: fałszywa recepta na lek o działaniu poronnym…).
– Dr Wentkowska zaznacza też, że choć finał sprawy był taki, że prawdziwość recepty została potwierdzona, to farmaceutka nie zrealizowała recepty – czytamy w Wyborczej.
Postępowanie farmaceutki było prawidłowe
Murem za farmaceutką stoi Naczelna Izba Aptekarska. Samorząd wskazuje, że podejrzenia aptekarki były zasadne i postąpiła w tej sytuacji zgodnie z procedurami (czytaj również: Pacjent złożył skargę na aptekę, bo odmówiła wydania zarezerwowanego leku).
– Leki wykorzystywane w leczeniu chorób pokarmowych zwierząt mają działanie poronne, a więc recepta opiewająca na 90 opakowań może budzić wątpliwości. Co więcej, recepty weterynaryjne są dość często fałszowane. One wciąż są wydawane w formie papierowej, w tym wypadku recepta została przysłana aż z drugiego końca Polski. To wszystko plus fakt, że farmaceutom grożą kary za realizację fałszywych recept, prowadzi do tego, że farmaceutka miała prawo być zaniepokojona i chcieć zweryfikować receptę – wyjaśniał na łamach „Wyborczej” Konrad Madejczyk, rzecznik NIA.
Podkreśla, że farmaceuta może odmówić sprzedaży leku, jeśli ma podejrzenie, że recepta została sfałszowana albo wzbudza uzasadnione podejrzenie co do tego, jak lek będzie wykorzystany (czytaj również: Kolejna fałszywa recepta weterynaryjna w Warszawie).
– Dlatego tutaj nie mamy wątpliwości, że farmaceutka postąpiła słusznie – stwierdził rzecznik.
Źródło: ŁW/Wyborcza










