Od 26 czerwca 2017 roku obowiązują w Polsce nowe przepisy dotyczące otwierania nowych aptek. Ustawę, która je wprowadziła nazywa się potocznie „apteką dla aptekarza”. A to dlatego, że prawo do otwarcia nowej apteki daje ona wyłącznie farmaceutom lub ich spółkom. Ustawa wprowadziła też ograniczenia demograficzne i geograficzne uniemożliwiające otwieranie nowych placówek, tam gdzie nie są one potrzebne (czytaj więcej: ‚Apteka dla aptekarza’ wchodzi w życie). Zadaniem ustawy było zahamowanie ekspansji zagranicznych podmiotów na polski rynek apteczny i utrzymanie równowagi między aptekami sieciowymi oraz indywidualnymi (czytaj więcej: ‚Apteka dla aptekarza’ zatrzymała agresywną ekspansję zagranicznych podmiotów).
Po półtora roku obowiązywania ustawy okazuje się, że największe sieci apteczne znalazły sposób na obejście ograniczeń. Jednym z nich jest odkupywanie dotychczas działających aptek (a w zasadzie udziałów w spółkach, do których należą). Część sieci oferuje też indywidualnym aptekarzom dołączenie do franczyzy. Przed tą ostatnią formą przejmowania rynku przez sieci apteczne, ostrzegała w ubiegłym roku Naczelna Izba Aptekarska (czytaj więcej: Spór o apteczną franczyzę. Farmaceuci stracą zezwolenia i staną przed sądem aptekarskim?).
Franczyza jak nóż na gardle?
– Godzą się na to zwłaszcza aptekarze w trudnej sytuacji finansowej. Tyle że brak świadomości prawnej popycha ich do działań, którymi sobie szkodzą. Podpisują np. weksle, które przedkłada im franczyzodawca i w ten sposób zupełnie się od niego uzależniają – mówi dla serwisu Prawo.pl Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.
Jego zdaniem franczyza z wekslem jest „mordercza”. Klasyczna franczyza powinna polegać na tym, że aptekarz dostaje logo od sieci i uczestniczy ewentualnie we wspólnej grupie zakupowej. Indywidualni aptekarze najczęściej prowadzą aptekę w formie spółki osobowej. Gdy jego apteka, upadnie odpowiada więc całym swoim majątkiem za zaciągnięte zobowiązania.
W rezultacie Naczelna Izba Aptekarska ostrzega aptekarzy przed pochopnym podpisywaniem jakichkolwiek zobowiązań. Szczególnie takich, których ostatecznym skutkiem jest odpowiedzialność farmaceuty za prowadzoną aptekę, pomimo że faktycznie osobą zarządzającą apteką i decydującą w zakresie jej prowadzenia jest osoba trzecia, nieuwidoczniona w zezwoleniu na prowadzenie apteki.
Rośnie liczba punktów aptecznych
Ciekawe zmiany następują też na rynku punktów aptecznych. Według Naczelnej Rady Aptekarskiej, w ciągu ostatniego roku przybyło ich ponad 100. Ich bowiem nie dotyczą ograniczenia, które wprowadziła „apteka dla aptekarza” (czytaj więcej: A co z punktami aptecznymi?). Przed wejściem w życie zmian ich liczba spadała. Głównym powodem był brak personelu chętnego do pracy na wsiach. Kiedy w mieście obok otwierała się nowa apteka sieciowa, werbowała do pracy farmaceutów. Poza tym część przedsiębiorców, którzy nie może już otwierać aptek, zainteresowała się w tej sytuacji punktami aptecznymi.
Źródło: ŁW/Prawo.pl










