Od tygodni w Polsce wiele mówi się o brakach leków w aptekach. Farmaceuci problem dostrzegają od lat i wskazują na jego wielorakie przyczyny. Resort zdrowia zapewnia jednak, że w Polsce nie ma „systemowego” problemu braku leków. Minister Zdrowia Adam Niedzielski w jednym z wywiadów stwierdził wręcz, że jeśli leku nie ma w aptece, to że „wina chwilowego niezamawiania pewnych leków przez apteki”. Tą wypowiedzią szef resortu zdrowia doprowadził do wrzenia w środowisku farmaceutycznym (czytaj również: Minister Zdrowia: Braki leków mogą wynikać z niezamawiania ich przez apteki).
O odniesienie się do tej wypowiedzi poprosiliśmy Andrzeja Stachnika – prezesa Związku Pracodawców Hurtowni Farmaceutycznych. Zwrócił on uwagę, że o postaw problemy leży malejąca rentowność aptek oraz hurtowni farmaceutycznych. Jest to spowodowane niskimi marżami na leki refundowane, które nie zmieniły się od 10 lat.
– Nie mówimy dzisiaj o znacznym problemie dotyczącym dostępności leków, choć te braki występują. Ale sygnalizujemy możliwość powstania większego problemu – poważnego strukturalnego problemu – gdzie pacjent może mieć problem z dostępnością, ponieważ hurtownie i apteki nie będą w stanie finansować dalszego zaopatrywania pacjentów – mówił ekspert w programie „Kwadrans z farmacją”.
Apteki zamawiają mniej, bo na mniej je stać…
Andrzej Stachnik wskazał, że apteki szukając oszczędności, zmniejszają swoje stany magazynowe. Innymi słowy zamawiają mniej leków, dlatego pacjenci często muszą czekać na swoje leki – dotyczy to szczególnie tych, którzy chcą przy jednej wizycie zrealizować kilka recept na dłuższy okres. Problemy aptek w tym zakresie pogłębiło też ostatnie zachowanie Narodowego Funduszu Zdrowia, który wydłużył termin wypłacania refundacji (a w zasadzie wrócił do 14-dniowego terminu, jaki zapisany jest w ustawie, a na czas pandemii został skrócony). To sprawiło, że wiele aptek zaczęło tracić płynność finansową (czytaj więcej: Apteki znów będą czekać 14 dni na zwrot refundacji. Farmaceuci wściekli…).
Takie szukanie przez apteki rentowności jest możliwe dzięki częstym dostawom leków z hurtowniach. Jak wskazuje Stachnik, w większych miastach apteki mogą liczyć na dostawy leków nawet 2-3 razy dziennie. Niestety wkrótce częstotliwość dostaw może się zmniejszyć. ZPHF ostrzegał o tym Naczelną Radę Aptekarską i Ministra Zdrowia w liście z połowy lipca. Wszystko przez rosnące koszty transportu leków (czytaj również: Hurtownie ostrzegają przed ograniczeniem dostaw leków do aptek).
– My obrazowo to przedstawiamy, porównując koszt dystrybucji do znaczka pocztowego. Dla prawie połowy naszych dostaw leków refundowanych do aptek otrzymujemy mniej niż złotówkę. Aby wysłać list na poczcie potrzeba 3 złotych i 70 groszy. Czyli istnieje duża dysproporcja. Ta złotówka nie pokrywa kosztów – mówił Andrzej Stachnik w programie „Kwadrans z farmacją”.
Zmniejszenie liczby dostaw leków do aptek w znaczącym stopniu ograniczyłoby koszty działalności hurtowni. Utrudniłoby jednak dostęp do leków dla pacjentów, którzy musieliby dłużej czekać na nie w aptekach. Jak zapewnił prezes Związku Pracodawców Hurtowni Farmaceutycznych, takie rozwiązanie jest jednak realnie rozważane.
– Nasze wyliczenia pokazują, że skrócenie tras bądź ograniczenie dostaw z 2-3 dziennie na jedną dziennie zredukuje koszty o kilkanaście procent i to nam pozwoli zmniejszyć straty, a nie wygenerować dodatkowe zyski – mówił ekspert.
Deklaracje cieszą, ale potrzebne są działania
Prezes Związku Pracodawców Hurtowni Farmaceutycznych z zadowoleniem przyjął niedawną deklarację wiceministra Macieja Miłkowskiego, o podniesieniu marż aptek i hurtowni na leki refundowane. Zwrócił jednak uwagę, że podniesienie marży dla hurtowni było przewidziane już w projekcie ustawy refundacyjnej, który został oddany do konsultacji publicznych ponad rok temu. Resort zdrowia w licznych rozmowach w ostatnich tygodniach również podkreślał potrzebę ich podniesienia.
– Ta konferencja prasowa podkreśla, że jest zgoda i zrozumienie. I jesteśmy za to wdzięczni. To jest bardzo dobry sygnał dla banków, dla firm ubezpieczeniowych, że nasza marża wzrośnie i odbijemy się od tego dnia, po którym dzisiaj ekonomicznie szuramy. Tylko potrzebna jest cierpliwość. Czy tą cierpliwość będą miały wszystkie banki i firmy ubezpieczeniowe obserwując nasze straty? Podejrzewam, że nie – mówił prezes ZPHF.
– My już wchodzimy w ten gorący okres, kiedy ruszy ponownie pandemia i będzie królowała zachorowalność na grypę, przeziębienia i inne infekcje. Musimy mieć spokój ekonomiczny. My musimy się skoncentrować na doskonałości operacyjnej, aby sprostać zamawianiu i poszukiwaniu brakujących leków na całym świecie, a nie zastanawiać się, czy mój partner ekonomiczny, bank czy też firma ubezpieczeniowa nie zmieni mi linii kredytowej – mówił Andrzej Stachnik.
©MGR.FARM










