REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
pt. 24 kwietnia 2020, 14:05

Sytuacja w aptekach powoli się normalizuje

Daniel Leszczyński, farmaceuta z Puław, opowiada o tym, jak aptekarze dają sobie radę od początku epidemii. Twierdzi, że najgorsze powoli mija, pacjenci są spokojniejsi, a zaopatrzenie uzupełnione.

Farmaceuta z Puław potwierdza, że w tej chwili wszystko powoli się normalizuje (fot. Shutterstock).

Portal dziennikwschodni.pl w rozmowie z puławskim farmaceutą zapytał o obecne realia pracy w aptece. Aptekarz potwierdził, że idąc do pracy, odczuwa strach przez możliwością zarażenia się. Szczególnie że pacjenci nie zawsze przestrzegają reguł i często opuszczają swoje maski (czytaj również: Pacjent z infekcją w aptece – co wtedy?). A farmaceuci muszą obsługiwać wszystkich, także tych, którzy mają wyraźne objawy wskazujące na zakażenie.

REKLAMA

Początek epidemii

Wybuch epidemii był szczególnie trudny dla pracowników aptek. – Na początku ludzie pchali się niemal drzwiami i oknami. Był straszny tłok, a nakaz korzystania z masek jeszcze nie obowiązywał. Ze strony pacjentów czuliśmy ogromną presję. Pracowaliśmy wtedy bez przerwy. Nie było czasu, żeby na chwilę usiąść. Robiliśmy wszystko, co w naszej mocy, ale i tak ludzie byli bardzo nerwowi. Mieli do nas pretensje, że pracujemy za wolno, że muszą zbyt długo czekać – opowiada Daniel Leszczyński.

Dodaje, że wtedy każdy towar cieszył się powodzenie. Klienci robili zapasy leków, zaopatrywali się w leki przeciwwirusowe, witaminy, środki na wzmocnienie odporności, środki dezynfekcyjne, termometry, maski. – Popyt na termometry był natomiast tak wysoki, że przez dwa tygodnie nie mogliśmy ich dostać w żadnej hurtowni – opowiada.

Jak jest teraz?

Farmaceuta z Puław potwierdza, że w tej chwili wszystko powoli się normalizuje (czytaj również: Obowiązkowa maseczka? Pracownikowi apteki wystarczy przyłbica). Zaopatrzenie udało się uzupełnić, chociaż nie w takiej ilości, jaka była oczekiwana. Dodaje, że farmaceuci otrzymali od swojej firmy i Izb Aptekarskich maski, rękawiczki, przyłbice, a na stanowiskach zamontowano szyby pleksi.

REKLAMA
REKLAMA

Również pacjenci są już nieco spokojniejsi. Przychodzą rzeczywiście wtedy, kiedy muszą. Często pomagają sobie nawzajem i zbierają od siebie recepty, by kupić potrzebne leki za jednym razem. Choć, jak opowiada D. Leszczyński, zdarzają się i takie osoby, które przychodzą co kilka dni tylko po ziołową herbatkę. Na koniec farmaceuta dodaje, że obecnie potrzeba jeszcze tylko więcej spokoju, właśnie ze strony pacjentów.

– Narzekają, że nikt nie chce ich przyjąć, bo lekarze obecnie porad udzielają głównie przez telefon. My zdalnie pracować nie możemy. Musimy spotykać się z pacjentami twarzą w twarz. Na szczęście, jak dotąd wszyscy nasi pracownicy są zdrowi – mówi.

Źródło: IK/dziennikwschodni.pl

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA