O sprawie pisze Gazeta Wyborcza, którą o dziwnej sytuacji w aptece poinformowała jedna z czytelniczek. Miała ona zostać wyproszona z apteki przez pacjentkę, która była w środku.
– Weszłam do apteki, kiedy wewnątrz znajdowały się dwie osoby. Nie jest to może jakieś duże pomieszczenie, ale nie szczególnie małe. Jakie było moje zaskoczenie, kiedy zostałam wyproszona na zewnątrz, bo jak usłyszałam w środku mogą znajdować się tylko dwie osoby. Wyszłam i wtedy zauważyłam na drzwiach kartkę o limicie klientów. Myślałam, że wisi tam od kilku miesięcy i po prostu ktoś jej nie zdjął. Przecież już kilka tygodni minister zdrowia ogłaszał likwidację limitów – cytuje słowa czytelniczki Wyborcza.
Po wejściu do apteki dowiedziała się, że dzięki limitom w pandemii w aptece spadła liczba kradzieży. Dlatego właściciel placówki zdecydował by limity zachować, mimo że przestały one już obowiązywać w całym kraju (czytaj również: Włocławek: zuchwała kradzież kosmetyków w jednej z aptek).
– Wcześniej wykorzystując zamieszanie w pomieszczeniu zabierali leki, do których mieli swobodny dostęp. Na regałach rzeczywiście są tanie leki bez recepty. Zastanawiam się jednak, czy apteki mogą tak swobodnie decydować o wprowadzaniu limitu klientów? – pyta czytelniczka Wyborczej.
Komentarz Naczelnej Izby Aptekarskiej
Redakcja próbowała skontaktować się w tej sprawie zarówno z apteką, jak i przedstawicielami sieci, do której należy. Bezskutecznie. Wyborcza otrzymała jednak komentarz Naczelnej Izby Aptekarskiej. Katarzyna Gancarz z biura prasowego NIA przypomina, że w aptekach w dalszym ciągu obowiązuje noszenie maseczek (czytaj również: Maseczki w aptekach nadal obowiązkowe. Przynajmniej do 31 maja…). Co jednak z ograniczeniami dotyczącymi liczby pacjentów?
– W przypadku wprowadzenia przez aptekę ogólnodostępną ograniczeń w zakresie obsługi pacjentów, to na przedsiębiorcy prowadzącym aptekę ogólnodostępną spoczywa obowiązek należytego uzasadnienia wprowadzonych ograniczeń w dostępie pacjentów do placówki ochrony zdrowia publicznego, jakim jest apteka, w tym wskazania podstawy prawnej zastosowania ograniczeń w zakresie liczby pacjentów mogących jednocześnie przebywających w aptece, która, co do zasady, powinna być ogólnodostępna – informuje Gancarz.
Jednocześnie w jej ocenie kradzieże w aptekach są incydentalne, a Naczelna Izba Aptekarska nie odnotowała w ostatnim czasie sygnałów od farmaceutów o większej liczbie takich zdarzeń.
– Mamy natomiast zwiększoną liczbę przypadków fizycznej agresji wobec farmaceutów wykonujących swój zawód w aptekach ogólnodostępnych. Do Naczelnej Rady Aptekarskiej docierają również informacje o aktach wandalizmu i zniszczeń, dotykających apteki w wielu miejscach w Polsce – mówi Katarzyna Gancarz.
Źródło: ŁW/Wyborcza










