Farmaceuta z apteki ER Pharmacy położonej na osiedlu mieszkaniowym Bransholme w mieście Hull, w rozmowie z portalem Pharmacy Network News, relacjonuje, że jego placówka, wraz z dwoma sąsiadującymi z nią prywatnymi przedsiębiorstwami, stała się celem powtarzających się nadużyć ze strony nieletnich przestępców. Grupa młodych osób, które od pół roku zakłócają pracę apteki, liczy niekiedy nawet 30 członków, a w jej składzie znajdować się mają nawet 11-letnie dzieci.
Jak kontynuuje farmaceuta, młodzież regularnie podkłada przed apteką ogień, obraża pracowników oraz włamuje się do należących do placówki samochodów dostawczych. Nadużycia mają też często zachodzić na tle rasowym, a dotyczą zarówno personelu, jak i odwiedzających aptekę pacjentów.
Wszystko to sprawia, że tych ostatnich przychodzi do apteki coraz mniej. Trudniej także o zatrudnienie nowych pracowników (czytaj też: Wielka Brytania: wciąż zbyt dużo przemocy w aptekach).
Placówka ma znajdować się w ciągłym kontakcie z Local Pharmaceutical Committee, NHS oraz policją. Ze względu na istniejące ryzyko, regionalny zespół NHS England zezwolił na to, by skróciła ona godziny swojej pracy – to jednak wpływa niekorzystnie na jej sytuację ekonomiczną.
Farmaceuta podkreśla dalej, że zależy mu na tym, aby placówka pozostała otwarta i mogła służyć pacjentom. Potrzeba jednak przede wszystkim zapewnić bezpieczeństwo jej pracownikom:
– Jest coś, co zamierzam zrobić – wynająć prywatnego ochroniarza, który będzie zatrudniony od poniedziałku do niedzieli, i który może współpracować bezpośrednio z policją – ale to kosztuje. To niesprawiedliwe, że muszę za to płacić.
W odpowiedzi, policja mówi o „szerokiej akcji”, jaka ma zostać przeprowadzona na tym terenie (zobacz także: Wielka Brytania: potrzebne są pilne działania, by zapobiegać przemocy w aptekach).
Inspektor Mark Peasgooda akcentuje:
– Wszystkie incydenty, które zachodzą przy udziale nieletnich, którzy próbują zastraszyć obywateli prowadzących swoją zwykłą działalność, są absolutnie niedopuszczalne i będą surowo karane.
Jak zaznacza inspektor, w pobliżu apteki przebywać mają funkcjonariusze w mundurach oraz ubrani po cywilnemu, którzy gotowi są do podejmowania odpowiednich czynności.
Farmaceuta mówi jednak portalowi Pharmacy Network News, że „policja nie robi nic, ponieważ w większości przypadków, są to dzieci w wieku, w którym nie mogą być jeszcze aresztowane”.
– Nikt nie zamierza nic zrobić – z tym problemem musimy radzić sobie sami – dodaje farmaceuta.










