Informacja o śmierci farmaceuty spadła na wszystkich jak grom z jasnego nieba (czytaj również: Włochy: śmierć aptekarza wskutek zarażenia koronawirusem). Jeszcze w środę 8 kwietnia żona przekazała wiadomość, że: „Antonio jest na dobrej drodze do wyzdrowienia, musimy być jeszcze trochę cierpliwi i będzie mógł opuścić szpital” – donosi Gazeta Wyborcza.
Jak żołnierz wysłany na wojnę bez broni…
Antonio Tilli od czterech lat kierował miejską apteką w toskańskim miasteczku Pontassieve. Pierwsze objawy choroby COVID-19 zgłosił 15 marca. Od prawie miesiąca leczono go w miejscowości Ponte a Niccheri. Farmaceuta nie cierpiał na żadne przewlekłe choroby, prowadził także zdrowy tryb życia. „Jego stan podczas leczenia na oddziale intensywnej terapii poprawiał się. Oddychał samodzielnie i został przeniesiony na zwykły oddział” – opowiadają ze łzami członkowie rodziny.
Jego żona Claudia jest przekonana, że zakaził się wirusem w pracy. Dodaje, że on i jego koledzy pracowali w ekstremalnych warunkach, jak żołnierze bez broni wysłani na wojnę. Maski i rękawiczki dotarły później, gdy mąż był już chory. Jednak Antonio nigdy się nie wycofał (czytaj również: Włochy: zmęczenie i poświęcenie farmaceutów w starciu z koronawirusem).
Kolejna ofiara wśród służb medycznych
– Antonio to siódmy z nas, którego musimy opłakiwać od wybuchu epidemii – powiedział szef stowarzyszenia włoskich farmaceutów Andrea Mandelli. – Mieszkańcy Pontassieve mówią o nim „piękna postać”. Nie ma lepszych słów, by oddać cześć temu, kto w czasie kryzysu poświęcił się w poczuciu obowiązku dbaniu o zdrowie tych, którzy byli wokół niego – dodaje.
Również mieszkańcy Pontassieve wspominają zmarłego aptekarza w mediach społecznościowych. Mówią, że zawsze był pomocny i uśmiechnięty (zobacz też: Włochy: apteki pierwszym punktem kontaktu w ogniskach koronowirusa). Do tej pory w dwudziestotysięcznym Pontassieve COVID-19 zabił cztery osoby, wszystkie w wieku ponad 80 lat. Ponadto Antonio Tilli był siódmym aptekarzem, który zmarł na COVID-19.
Źródło: IK/wyborcza.pl










