Było także dużo pacjentów, którzy przychodzili tylko do apteki po informacje. Byliśmy dla dużej części społeczeństwa jedyną „normalnością” która została, w czasie gdy wszystko zostało pozamykane. A apteki działały jak zawsze. Jednocześnie było stosunkowo mało zamknięć aptek z powodu choroby pracowników.
W Polsce część aptek musiało skrócić godziny pracy lub zamknąć się z powodu braków kadrowych oraz ograniczeń wprowadzonych przez rząd (np. zamknięte centra handlowe). A jak to wyglądało w Niemczech?
Tatiana Dikta: W zależności od położenia (w pobliżu przychodni lekarskiej, szpitala, albo w centrum handlowym) są apteki, którym pandemia z ekonomicznego punktu widzenia na pewno nie zaszkodziła. Ale są in takie, które dotkliwiej poczuły mniejszy „obrót“. Szczególnie uwzględniając fakt, że koszty wyposażenia aptek w osłony z pleksy, maseczki, kitle czy nawet pralki do prania itp. nie zostały przez państwo dofinansowane.
Apteki, które jednak zostały przez pandemię znacznie dotknięte finansowo, mogą także złożyć wniosek – podobnie jak inne firmy – o kredyty państwowe i o dodatkowe dofinansowanie do kosztów. Częściowo są to nawet kredyty, które nie musza być spłacone, w szczególności dotyczy to kadrowo małych firm (do 10 pracowników).
W Polsce od kilkunastu miesięcy jest intensywnie wprowadzana elektroniczna recepta. Zdaje się, że w Niemczech proces jej wprowadzania się dopiero zaczyna. Jak wygląda?
Florian Giermann: E-recepta zostanie w Niemczech wprowadzona w tym roku. Można jednak odnieść wrażenie, że przygotowania do jej wprowadzenia są nieskoordynowane. Różne apteczne systemy komputerowe i systemy rozliczeń recept informują swoich klientów o zmianach na swój własny sposób. Komunikacja jest przeróżna: niektórzy starają się zachęcić farmaceutów, podczas gdy inni celowo podsycają obawy strasząc nieznanym. Chcą w ten sposób nakłonić farmaceutę do zakupu własnego rozwiązania.
W rzeczywistości jesteśmy prawie na ostatnim etapie wprowadzenia w-recepty w Niemczech. Jej specyfikacja zostanie opublikowana już w 30 czerwca przez gematik (Gesellschaft für Telematikanwendungen der Gesundheitskarte). Zadaniem gematik jest nawiązywanie kontaktów z podmiotami w sektorze zdrowotnym i określania infrastruktury technicznej wymaganej do uruchomienia e-recepty. To taki odpowiednik polskiego CSIOZ.
Po opublikowaniu specyfikacji apteki w Niemczech mają jeszcze czas do 30 września na przygotowania. Po tym terminie muszą być podłączone do infrastruktury Telematik (TI). W ramach tego wszystkie strony w sektorze opieki zdrowotnej będą ze sobą elektronicznie połączone. E-recepta jest jednym z elementów tego systemu, do którego później zostaną dodane kolejne aplikacje, takie jak elektroniczna karta pacjenta (ePA). A od 1 stycznia 2022 roku, wydawanie e-recept będzie dla lekarzy obowiązkowe – chyba że pacjent wyraźnie się temu sprzeciwi. Tak więc zegar tyka dla niemieckich aptek – i wszyscy wyraźnie słyszą to tykanie.
W Niemczech jest ogromny głód informacji na temat e-recepty. Na moich wykładach oprócz kadr aptecznych pojawia się też wielu przedstawicieli firm farmaceutycznych. Często zauważam wśród nich nie tylko niepewność, ale i… strach. Oczywiście farmaceuci wskazują też na pozytywy e-recepty. Papier można łatwo zgubić i w przeszłości zdarzały się przypadki, kiedy pacjent gubił recepty z całego miesiąca. W tym kontekście elektroniczna recepta jest znacznie bezpieczniejsza – nie wspominając już o dodatkowej pracy.
W Niemczech – w przeciwieństwie do Polski – możliwa jest sprzedaż wysyłkowa leków na receptę. Czy w związku z tym wprowadzenie e-recepty nie wiąże się z pewnym zagrożeniem dla aptek?
Florian Giermann: E-recepta niesie ze sobą w tym kontekście pewne ryzyko dla aptek. Zwłaszcza w połączeniu z telemedycyną, która obecnie przez koronawirusa odnotowała ogromny postęp. Nie ma już znaczenia, gdzie się pacjent w danej chwili znajduje. Nie musi już iść do gabinetu lekarskiego, aby otrzymać receptę. Do tej pory apteki znajdujące się w pobliżu gabinetów lekarskich cieszyły się dużym napływem pacjentów. Obecnie pacjenci otrzymują więcej porad telemedycznych, a następnie e-receptę na smartfona. Stąd już która droga do zamówienia leku w aptece wysyłkowej. Jeśli wziąć pod uwagę, że holenderskie apteki wysyłkowe mogą dać dodatkowe zniżki na leki Rx (co jest zabronione w niemieckich aptekach), to łatwo zrozumieć obawy niemieckich aptek co do e-recepty.
Ale ani sprzedaż wysyłkowa, ani e-recepta nie znikną. Podobnie jak księgarnie mają konkurencję w postaci Amazona, tak apteki będą musiały znaleźć sposób, aby współistnieć z Doc Morris i Co (holenderska apteka sprzedająca wysyłkowo leki do Niemiec – przyp. red.). A e-recepta z pewnością zadziała jako katalizator, który sprawi, że apteki wysyłkowe i apteki stacjonarne, będą musiały znaleźć jakieś modele współpracy. Modele, w którym oba rodzaje aptek mogą skorzystać i które skoncentrują się na pacjencie, mają ogromne szanse na sukces.
Osobiście życzę, aby apteki w Niemczech dostrzegły w e-recepcie szansę. Szansę do skupienia się na swoich kompetencjach farmaceutycznych, na zlecenie wszelkich innych czynności administracyjnych i logistycznych, związanych z e-receptą, partnerom, którzy się w tym specjalizują. Wtedy e-recepta ma sens. Wzmacnia farmaceutę w jego roli, jako pracownika służby zdrowia i przywiązuje pacjenta do jego lokalnej apteki.










