Pandemia koronawirusa sprawiła, że w systemie ochrony zdrowia pojawiło się wiele nowych regulacji prawnych i różnego rodzaju dokumentów. Wśród nich, wydany przez ministra zdrowia 13 marca „Komunikat dla pola podmiotów leczniczych realizujących umowy w rodzaju Leczenie szpitalne programy lekowe oraz Leczenie szpitalne – chemioterapia, a także dla pacjentów objętych tym leczeniem”. Jak wskazuje Artur Fałek, ekspert Kancelarii Doradczej Rafał Piotr Janiszewski, zawierał on, obok wielu innych, także dwie rekomendacje, które wymagają szczególnej uwagi.
Szczególne rekomendacje
Pierwsza z nich, dotyczyć ma możliwości wydawania leku w dawce umożliwiającej terapię pacjenta „na maksymalnie długi okres bez konieczności niezbędnej wizyty, jednak nie dłuższy niż sześć miesięcy”. Druga wiąże się z dostarczaniem leku przez szpital bezpośrednio pacjentowi w miejscu jego zamieszkania. W części, która dotyczy leków, komunikat ma odnosić się do „ordynacji leków stosowanych w programach lekowych i chemioterapii, które mogą być wydawane pacjentowi do samodzielnego stosowania”. Co do pierwszej z tych regulacji, Fałek podkreśla „jej miękki charakter” i zaznacza on, że nawet w obowiązującym wcześniej, zwyczajowym okresie równym 3 miesiące, stan kliniczny pacjenta może się zdecydowanie zmienić – a co dopiero, przez czas 6-ciu miesięcy (czytaj również: Czy farmaceuta szpitalny przyniesie pacjentowi lek do domu?).
Inny, stanowczy wydźwięk ma z kolei druga z rekomendacji. Jak czytamy za Fałkiem, „lek powinien być dostarczony przez szpital bezpośrednio pacjentowi w miejscu jego zamieszkania”. I tu pojawiają się pytania – o sposób, w jaki należy lek dostarczyć, o koszty takiego dodatkowego działania, a przede wszystkim o to, czy naprawdę może ona odnieść postawiony sobie cel – a więc zmniejszenie ryzyka transmisji nowego koronawirusa (czytaj również: Telefarmacja i dostawa leków do domu. Jak robią to europejskie apteki?).
Fałek zastanawia się, czy takie rozwiązanie, wymagające wprowadzenia postaci pośrednika między wydającą apteką a lekiem, rzeczywiście przyczyni się do ograniczenia kontaktów międzyludzkich. Przede wszystkim poddaje jednak w wątpliwość sposób wdrożenia takiej regulacji:
– Rekomendacja zawarta w komunikacie nie zobowiązuje podmiotu udzielającego świadczeń tak naprawdę do niczego. To nie nakaz, nie obowiązek, lecz sugestia, a ustosunkowanie się do niej będzie aktem dobrej woli zarządzających szpitalem.
Co na to prawo
Jak podkreśla Fałek, art. 106. ust.3 pkt 2 ustawy Prawo farmaceutyczne, mówi, że: „apteka szpitalna może zaopatrywać w leki pacjentów włączonych do terapii w ramach programów lekowych, a także pacjentów korzystających z chemioterapii w trybie ambulatoryjnym”. Zakres podmiotowy omawianej wyżej rekomendacji, jest więc zbieżny z zapisem ustawy. Z kolei proces wydawania leków z apteki (także w przypadku apteki szpitalnej), został uregulowany przez rozporządzenia ministra zdrowia z 12 października 2018 roku – w myśl tego rozporządzenia, osoba, która wydaje lek z apteki „sprawdza m. in. czy nie wykazuje on cech świadczących o jego sfałszowaniu lub niewłaściwej jakości, sprawdza termin ważności, udziela pacjentowi informacji dotyczących przechowywania i stosowania wydawanego leku oraz o środkach ostrożności związanych z jego przyjmowaniem”.
Jak podkreśla Fałek, Prawo farmaceutyczne ma mówić wprost o zaopatrzeniu chorego w lek, nie odnosząc się natomiast do kwestii jego miejsca pobytu. Stwierdza się więc, że szczegółowy sposób dostarczenia lekarstwa z apteki szpitalnej pacjentowi, który przebywa w domu, nie został uregulowany przepisami prawa (zobacz też: Co apteki szpitalne mogą zrobić, by uchronić się przed COVID-19?).










