REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
wt. 26 maja 2020, 08:02

Czy sieci zmuszają farmaceutów do wystawiania recept farmaceutycznych?

„Zwróćcie uwagę na obrót i marżę wypracowaną na tych receptach [farmaceutycznych – red.] i zadajcie sobie pytanie, ile moja apteka mogłaby zarobić na wystawianiu takiej recepty?” – pisze koordynator sieci aptek do kierownika jednej z nich. Dziesiątki podobnych maili dostali dziennikarze Gazety Prawnej.

Samorząd lekarski podkreśla, że jest różnica między "teleporadą", a sprzedawaniem e-recept w internecie (fot. Shutterstock)
Innym sposobem na zwiększenie zysków apteki w czasie epidemii koronawirusa, było sprzedawanie towarów deficytowych w zestawach (fot. Shutterstock)

REKLAMA

– „Jeżeli do kogoś dojeżdżają żele antybakteryjne, to bardzo proszę robimy zestawy odpornościowe, czyli żel, witamina C XXX [nazwa producenta – red.] i witamina D3 XXX [nazwa producenta – red.]. Dbamy tym samym o odporność pacjentów, cel premiowy i pozycję na paragonie – wskazuje jeden z menedżerów do kierowników aptek.

Tego typu wiadomości było więcej. Wskazywały one, że klient apteki, który chciał kupić żel antybakteryjny, musiał jednocześnie zakupić pakiet witamin lub innych suplementów diety. Zdaniem prof. Zbigniewa Fijałka z Zakładu Farmacji Kryminalistyznej WUM, taka praktyka jest nielegalna. Nie wolno uzależniać sprzedaży wyrobu medycznego od zakupu środka spożywczego, jakim są suplementy. A od praktycznej strony w ten sposób można pozbawić wielu ludzi dostępu do potrzebnego im żelu. Jego zdaniem nazywanie tworzonych zestawów mianem pakietów odpornościowych, które miałyby uchronić ludzi przed koronawirusem, wprowadza w błąd (czytaj również: 5 faktów na temat układu odpornościowego w walce z COVID-19).

– Dobrej jakości suplementy diety stosowane przez osoby wymagające suplementacji poprawiają odporność organizmu. Ale na pewno nie można na masową skalę sprzedawać środków spożywczych pod hasłem ochrony przed koronawirusem – spostrzega naukowiec.

Komentarze i ich brak…

– Przedstawiciele sieci aptecznych nie chcieli komentować sprawy. Gdy odezwaliśmy się do jednego z podmiotów, który wysyłał wyżej przytoczone wiadomości, usłyszeliśmy jedynie, że „organy firmy będą rozmawiały na temat przypisywanych wątpliwości wyłącznie z przedstawicielami inspekcji farmaceutycznej”. Z naszych informacji wynika, że do tego typu rozmowy może dojść już niebawem – pisze Patryk Słowik.

Z kolei Marek Tomków apeluje, by pamiętać, iż za nieprawidłowości na rynku aptecznym odpowiadają pojedyncze podmioty.

REKLAMA
REKLAMA

– Jako Naczelna Rada Aptekarska od dawna walczymy i nagłaśniamy patologie, których dopuszczają się ludzie traktujący prowadzenie apteki wyłącznie jako biznes i za nic mający dobro pacjentów. Dlatego bardzo proszę wszystkich czytelników, by nie myśleli, iż na takie praktyki jest przyzwolenie w naszym środowisku – zapewnia.

Do sprawy odniósł się również wiceminister zdrowia, Janusz Cieszyński. Przyznaje on, że do resortu zdrowia docierają sygnały o tego typu nieprawidłowościach.

– Ubolewamy, że niektórzy uczestnicy rynku postanowili wykorzystać stan epidemii do mało etycznego, a być może nawet bezprawnego zarabiania pieniędzy. Wierzę, że inspekcja farmaceutyczna zadziała sprawnie i wyciągnie konsekwencje wobec opisywanych przez DGP podmiotów. Zadanie to powinno być ułatwione. Od pewnego czasu narzędzia informatyczne, którymi dysponuje polskie państwo, ułatwiają tropienie nieprawidłowości na rynku lekowym. Pierwsze działania kontrolne wobec podejrzanych transakcji są już w toku – mówi Cieszyński.

Jednocześnie wiceminister zapewnia, Ministerstwo nie planuje zaostrzać ustawy. Farmaceuci nadal będą mogli korzystać z recepty farmaceutycznej wtedy, gdy to konieczne. Przekonuje, że błędem byłoby zaostrzanie regulacji tylko dlatego, że niewielki odsetek branży nie potrafi działać uczciwie (czytaj również: Wystawianie recept pro auctore i pro familiae przez farmaceutów).

Źródło: ŁW/Gazeta Prawna

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA