Niedawno Zachodniopomorska Okręgowa Izba Aptekarska informowała o przypadkach fałszowania recept ukraiński. Przedstawiła też informację o tym jak rozpoznać i odróżnić je od prawdziwych recept z Ukrainy. Prezes Izby – Wojciech Chmielak – jest zaskoczony faktem ich fałszowania (czytaj również: Ostrzeżenie przed fałszywymi receptami z Ukrainy).
– Wypisywane są na nich leki niegroźne, przeciwbólowe, nasercowe, insuliny, czyli nie takie, na jakie najczęściej podrabiane są recepty w Polsce – mówi zdziwiony Chmielak Gazecie Lubuskiej.
W jego ocenie powody fałszowania recept ukraińskich mogą być dwa.
– Moim zdaniem wynika to jednak z niewiedzy – boją się zapytać, nie dowierzają, że mają prawo do opieki medycznej. Albo jest im w ten sposób łatwiej: po co iść do lekarza, kiedy można wyrwać ze zdobytego gdzieś bloczka kolejny blankiet – mówi prezes ZOIA.
Wskazuje też, że recepty są fałszowane nieudolnie. Ta, która trafiła do jego izby, to amatorska robota wykonana na drukarce laserowej. Podróbka jest wydrukowana jednostronnie, na białym papierze. Pieczęć wykonano w tej samej technice, przez co lekko odbija światło (czytaj również: Jak realizować w Polsce recepty z Ukrainy? Komunikat NIA…).
Jak przekonuje doświadczeni farmaceuci potrafią rozróżnić podrobioną receptę od prawdziwej. Ukraińcy, którzy przyjechali do Polski jeszcze przed wojną, również korzystali z recept wystawionych w swojej ojczyźnie. Od lutego, czyli od wybuchu wojny za naszą wschodnią granicą, recept jest jeszcze więcej.
Ale do tej pory Chmielak nie natknął się na fałszywki. Dlatego teraz, kiedy taką otrzymał, na stronie Zachodniopomorskiej Okręgowej Rady Aptekarskiej w Szczecinie zamieścił komunikat.
Źródło: ŁW/Gazeta Lubuska










