– To absolutnie niedopuszczalna sytuacja, żeby podmiot uprawniony przekazywał dane medyczne podmiotom komercyjnym. Odpowiedzialność za takie działanie w pierwszej kolejności ponosi osoba mająca dostęp do systemu P1. Dlatego dziwi mnie, że farmaceuta – osoba wykonująca zawód zaufania publicznego – zezwala na korzystanie ze swojego certyfikatu w sposób zautomatyzowany, nawet po godzinach otwarcia apteki – zauważa dr Biadun.
Jej zdaniem nawet jeśli organy ostatecznie uznają, że do naruszenia nie doszło, powinny pokazać, że istnieje dotkliwa odpowiedzialność za nielegalne operacje przeprowadzane na danych medycznych Polaków i że niedopuszczalne jest wykorzystywanie ważnego systemu państwowego do własnych interesów (czytaj również: Odpowiedzialność zawodowa – farmaceuta nie może zasłaniać się automatem).
– Dane medyczne muszą być bezwzględnie bezpieczne. A cała sytuacja pokazuje, że nawet najlepiej zabezpieczony system może zostać złamany, jeżeli pojawią się osoby uprawnione, które – wiedzione najpewniej korzyściami majątkowymi – przekażą dane zewnętrznemu podmiotowi. Taka osoba powinna zostać odpowiednio ukarana. Postępowanie powinno też objąć całą sieć aptek, aby sprawdzić, czy o sprawie wiedziało kierownictwo – twierdzi z kolei radca prawny Andrzej Lewiński, zastępca GIODO w latach 2006–2016, teraz prezes Fundacji im. Józefa Wybickiego oraz przewodniczący Komitetu ds. Ochrony Danych Osobowych Krajowej Izby Gospodarczej.
Burza w szklance wody?
Gemini odpiera wszystkie zarzuty ekspertów i przekonuje, że aplikacja działa zgodnie z prawem, a jej użytkownicy przekazują dane dobrowolnie. W oświadczeniu rozesłanym do mediów w ubiegłym tygodniu firma przekonywała też, że dane osobowe użytkowników są chronione szeregiem zabezpieczeń technicznych, w tym protokołami silnego szyfrowania (czytaj więcej: Gemini odpowiada na zarzuty ekspertów i NIA dotyczące aplikacji…).
Firma przekonuje, że żadna z aptek uczestniczących w aplikacji, nie przekazuje danych osobowych użytkowników w procesie rezerwowania leków. Aplikacja pozwala użytkownikowi na odczytanie wyłącznie danych dotyczących leków i ważności recepty bez identyfikacji konkretnej osoby. Jednocześnie aplikacja nie odczytuje też żadnych innych danych. A w szczególności, takich jak dane podmiotu leczniczego czy dane osoby wystawiającej e-receptę (lekarza).
– Aplikacja Gemini Apps – receptagemini.pl – nie loguje się do systemu e-zdrowia (P1). Gemini Apps nie ma wglądu, a ni nie otrzymuje danych osobowych znajdujących się na dokumencie e-recepty, w szczególności danych podmiotu leczniczego, osoby wystawiającej e-receptę (np. lekarza), ani pacjenta. Wszystkie dane zachowane są w pełnej poufności przez system P1 oraz apteki komunikujące się z nim. Twierdzenie iż aplikacja pozyskuje dane medyczne z platformy P1 jest nieprawdą – przekonuje Gemini w oświadczeniu opublikowanym dziś w Gazecie Prawnej.
Firma przypomina, że celem aplikacji jest umożliwienie pacjentowi weryfikacji, w której aptece może zrealizować e-receptę w całości. Gemini wskazuje, że podobne rozwiązania, na przykład GdziePoLek, KtoMaLek, istnieją już na rynku i są doceniane nie tylko przez pacjentów, ale także przez organy państwowe, w tym Ministerstwo Zdrowia (czytaj więcej: Wyciekły dane osobowe klientów apteki Gemini. Czy powinni się niepokoić?).
Co z tym Amazonem?
Głos w sprawie zabrał też Amazon – na którego chmurze miały lądować dane medyczne polskich pacjentów. Firma przekonuje, że „ani Amazon, ani Amazon Web Services nie mają dostępu do żadnych danych firmy Gemini i jej klientów. Twierdzenie inaczej nie jest prawdą”.
– Zdaniem ekspertów ds. nowoczesnych technologii, z którymi się skonsultowaliśmy, wiele wskazuje na to, że z punktu widzenia Amazona sytuację można by porównać do przypadku, gdyby ktoś przechowywał w jego chmurze pirackie wersje programów komputerowych – ewentualna odpowiedzialność zależałaby od tego, czy dostawca chmury był świadomy, że nielegalnie przetwarzał dane – piszą z kolei dziennikarze Gazety Prawnej.
Po publikacji artykułu firma Gemini przesłała do mediów swoje oświadczenie: Gemini o hipotetycznych twierdzeniach anonimowych “niezależnych ekspertów”
Źródło: ŁW/DGP










