REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
śr. 22 kwietnia 2020, 14:55

Irlandia: Jak radzą sobie w walce z koronawirusem irlandzcy farmaceuci

Koronawirus dotarł także do Irlandii – tamtejsi aptekarze dzielą się swoimi wrażeniami i opowiadają, jak oni, ich zespoły oraz pacjenci, przystosowali się do trudnej sytuacji.

Pilotażowy program, umożliwiający pacjentom przyjmującym duże ilości leków spotkanie z farmaceutą, ma więc wpłynąć na zwiększenie ich bezpieczeństwa (fot. Shutterstock).
Farmaceuci stanowią jeden z pierwszych punktów kontaktu pacjenta z służbą zdrowia(fot. Shutterstock).

Farmaceuci stanowią jeden z pierwszych punktów kontaktu pacjenta z służbą zdrowia. Dlatego, ich rola w walce z koronawirusem jest wyjątkowa, a zmiany, jakie ta sytuacja za sobą przyniosła w ich pracy – znaczące. Czwórka farmaceutów z różnych miejsc w Irlandii postanowiła o swoich doświadczeniach opowiedzieć.

REKLAMA

Nasza dostępność to zaleta

Tomás Conefrey z Conefrey’s Pharmacy w Dublinie nie ma wątpliwości:

– Wszystko się zmieniło. Teraz obowiązują u nas restrykcje dotyczące ilości osób, która może wejść do środka. Klienci zachowywali się dotąd bardzo dobrze, nie przeszkadzało im, że musieli stać w kolejce na zewnątrz, choć myślałem, że może to być kłopot.

Inny problem, z jakim musiała się zmierzyć apteka, to gromadzenie przez pacjentów leków.

– Miałem kilka konfrontacji w tym temacie z klientami. Przyszedł mężczyzna, który zażądał zapasu swojego leku na 3 miesiące, i nie było sposobu, by bez niego wyszedł. Naprawdę się pokłóciliśmy. Myślę, że będzie to dla nas długotrwały problem, jeśli sytuacja się przedłuży.

Choć handel detaliczny spada, Tomás próbuje dostrzec też pozytywy:

– Farmaceuci są tak otwarci na ludzi, a, w czasach takich jak te, nasza dostępność jest wyjątkową zaletą. Mieścimy się na głównej ulicy, wszyscy znamy naszych klientów, i to dodaje im choć trochę otuchy.

Aptekarz zaznacza także, że personel pomaga przy dostawie leków ludziom w społeczności, ale będzie coraz trudniej o finansowanie – dlatego dotacje ze strony rządu byłyby potrzebne.

– Rzeczy już się dzieją. Teraz lekarze mogą przesłać nam ważne recepty przez Healthmail. Pomyślałem, że to genialne rozwiązanie, i potrzebujemy więcej tego typu myślenia. System jest dość sztywny, i jest sztywny z dobrego powodu, ale drobne poprawki mogą pomóc przejść nam przez kolejne miesiące (zobacz też: VIDEO: Jak europejskie apteki radzą sobie z epidemią koronawirusa).

Tyle się dzieje

Caitríona O’Riordan pracuje w O’Riordan’s Pharmacy w miejscowości Enniskeane, w hrabstwie Cork.

– Jesteśmy pracownikami służby zdrowia, którzy znajdują się w społeczności na linii frontu. Uderzyło to w nas wcześnie, i uderzyło mocno – opowiada.

Szczególnie trudna okazała się dla niej decyzja o zamontowaniu ekranu ochronnego:

– Kilka tygodni temu, zamówiłam stolarza, by wbudował ekran ochronny w drzwiach wejściowych do apteki. Teraz ludzie mówią do mnie przez szybę z pleksiglasu, a na wysokości pasa znajduje się luka, przez którą podaję im towar.

Jak relacjonuje Caitríona, w małej miejscowości dzieje się naprawdę dużo:

– Każdy dzień jest stresujący, przynajmniej jedno z nas codziennie płacze. Tak wiele rzeczy ma miejsce w wiejskiej społeczności: mieliśmy do czynienia z narodzinami dzieci, ale także z przypadkami poronień i śmiercią – wszystko to jest bardzo skomplikowane.

Farmaceutka wskazuje także na problemy finansowe, jakie stają się udziałem mniejszych placówek. Musiały one zmierzyć się z dodatkowymi wydatkami, koszty ogólne pozostały takie same, a obroty uległy zmniejszeniu. W efekcie, małe, niezależne apteki mogą nie przetrwać (czytaj również: Wielka Brytania: lokalne apteki w obliczu kryzysu finansowego)

REKLAMA
REKLAMA

Najważniejsze to nie zapomnieć o innych

Margaret O’Doherty z Raphoe Pharmacy w hrabstwie Donegal przyznaje:

– Pracuję jako farmaceutka od 35 lat i żadnego z moich wcześniejszych doświadczeń nie można porównać się do tego, co dzieje się dzisiaj. Myślisz, że widziałeś już wszystko, a potem nadchodzi coś podobnego.

Margaret wskazuje na problemy związane z zachowaniem odpowiedniej odległości między pracownikami oraz personelem a klientami. Ze względu na małą powierzchnię, ci ostatni nie mogą do apteki wchodzić wcale; także stanowiska pracy zespołu zostały poddane gruntownej reorganizacji.

Najważniejsze dla Margaret jest to, by w tej kryzysowej sytuacji nie zapomnieć o innych. Dlatego organizuje wraz z zespołem dostawy dla starszych ludzi, którzy potrzebują dodatkowej opieki – choć podkreśla, że to zadanie niełatwe, do którego konieczne jest odpowiednie wyczucie i dyskrecja. Farmaceutka opowiada także:

– Mamy chorych w trakcie chemioterapii oraz pacjentów opieki paliatywnej. Wszyscy oni nadal potrzebują pomocy; musimy upewnić się, że nie zostaną oni w tym wszystkim zapomniani.

Margaret podkreśla więc znaczenie małych społeczności i lokalnych biznesów, które w tej pomocy się łączą; od aptek, przez lekarzy rodzinnych, do właścicieli sklepów z warzywami i tych mięsnych (zobacz również: Wielka Brytania: Farmaceuci w sprawie wolontariuszy dostarczających leki).

Najbardziej brakuje interakcji

Anna Kelly z Anna Kelly Pharmacy w miejscowości Nenagh, w hrabstwie Tipperary, także podkreśla, że praca w aptece bardzo się zmieniła:

– Nazajutrz po Dniu Świętego Patryka, musiałam wyznaczyć w zespole dwie zmiany, na wypadek, gdyby jedno z nas zachorowało, a reszta musiała poddać się izolacji. To dla nas bardzo dziwne, bo jesteśmy zgrani, i dobrze pracuje się nam razem.

Farmaceutka zaznacza, że najważniejsza jest dla niej kwestia bezpieczeństwa:

– Cały czas o kogoś się martwisz, o zespół, o klienta. Jestem farmaceutką, pracodawcą i matką, i boję się o bezpieczeństwo wszystkich.

Najbardziej brakuje jej natomiast kontaktu z pacjentami:

– Komunikacja to dla mnie naprawdę ważna sprawa, bardzo brakuje mi wzrokowego kontaktu. Nie jest już wesoło, nie ma interakcji z klientami – opowiada.

Pacjenci, którzy do apteki przychodzą, muszą zachować odpowiedni dystans, inaczej Anna zwraca uwagę pracownikom, że ci stoją zbyt blisko – taki jest jej obowiązek. Pracownicy tłumaczą także pacjentom, że chodzi nie tylko o zachowanie bezpieczeństwa jednostki, ale o całą wyspę. Anna ma jednak nadzieję, że w perspektywie długoterminowej, uda się powrócić do bliższego kontaktu:

– To powód, dla którego każdego dnia idę do pracy.

AM/irishtimes.com

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA