Problem braków kadrowych w aptekach jest znany w środowisku farmaceutycznym już od lat. Z oficjalnych danych Ministerstwa Zdrowia wynika, że na jedną aptekę przypada średnio 1,76 farmaceuty. To oznacza, że w wielu z nich jedynym zatrudnionym farmaceutą jest kierownik. Jednak nierzadko zalezienie choćby i kierownika apteki jest nie lada wyzwaniem. Dlatego zdarzają się próby obchodzenia przepisów i zatrudniania… „słupów”.
To negatywne zjawisko, które jest tematem tabu w środowisku. Polega ono na tym, że apteka zatrudnia kierownika wyłącznie „na papierze”. Jest to farmaceuta, który godzi się podpisywać niezbędne dokumenty dotyczące funkcjonowania apteki i refundacji, w zamian za odpowiednią „pensję”. W praktyce oznacza to, że w aptece zjawia się co najmniej raz na dwa tygodnie (o ile zjawia się w niej w ogóle). Pozostałymi czynnościami dotyczącymi funkcjonowania placówki zajmuje się natomiast ktoś inny (czytaj również: Kierownik będzie rządził w aptece, a właściciel musi go słuchać).
Aby pełnić funkcję kierownika apteki niezbędny jest co najmniej 5-letni staż pracy lub 2-letni staż pracy i specjalizacja z farmacji aptecznej. Trudno ocenić, jacy farmaceuci najczęściej godzą się na tego typu „słupowanie”. Nie ulega jednak wątpliwości, że jest to zjawisko rzutujące na jakość funkcjonowania apteki i świadczonych w niej usług. W prawnego punktu widzenia jest też karygodne.
Kierownik na skraju ubezwłasnowolnienia.
Przykład opisany niedawno przez Sąd Apelacyjny w Poznaniu pokazuje jednak, że dla właścicieli takich placówek liczy się tylko „papier”. W tej konkretnej sytuacji kierownikiem apteki była lecząca się psychiatrycznie, emerytowana farmaceutka, której ubezwłasnowolnienia chciała własna córka. I tego właśnie dotyczyło postępowanie sądowe.
– …ma obecnie 64 lata, z wykształcenia jest farmaceutką i począwszy od 1 grudnia 2011 r. – pracowała na stanowisku kierownika Apteki (…) I. K. z siedzibą w W. w pełnym wymiarze czasu pracy. W zawodzie farmaceuty uczestniczka [postępowania sądowego] pracuje natomiast od 1977 roku, a więc ponad 40 lat, a na stanowisku kierownika w Aptece (…) została zatrudniona, z uwagi na wymóg obsadzenia tej funkcji przez osobę z wyższym wykształceniem farmaceutycznym – można przeczytać w aktach sprawy.
Jak pisze Sąd, w umowie o pracę farmaceutki zastrzeżono, że będzie ona pracowała na pełen etat. Niemniej w rzeczywistości bywała w pracy około raz – dwa razy w tygodniu, a zdarzało się, że w ogóle nie stawiała się w pracy (czytaj również: Jeden farmaceuta w kilku aptekach? Przepisy tego nie zabraniają).
– Obowiązki zawodowe uczestniczki ograniczały się do podpisywania dokumentów dotyczących refundacji, a kobieta żadnych leków nie wydawała przychodzącym do apteki pacjentom. W czasie trwania postępowania o ubezwłasnowolnienie, zmianie uległa forma zatrudnienia uczestniczki na umowę zlecenia, którą uczestniczka odnawia co miesiąc. Z tytułu świadczonych usług uczestniczka otrzymuje 1 000 zł miesięcznie, jej kontakt ze zleceniodawcą ogranicza się do 2 spotkań w miesiącu w P. i obejmuje weryfikację recept – czytamy w aktach sprawy.
Farmaceutka leczyła się psychiatrycznie od 2010 roku. Jak wynika z akt sprawy jej dolegliwości były poważne. Kilkukrotnie była hospitalizowania z rozpoznaniem ostrych zaburzeń podobnych do schizofrenii. Była agresywna, miała liczne urojenia prześladowcze… przekonywała, że słyszy głosy ludzi, którzy ostrzegali ją przed „grupą trującą żywność i wodę”.










