W ostatnim przed Świętami tygodniu odnotowano blisko 300 tysięcy zakażeń wirusem grypy. Wyjątkowo wysokie obłożenie odnotowały też oddziały pediatryczne. Eksperci przewidywali, że i w okresie świątecznym, który nierozerwalnie związany jest z rodzinnymi spotkaniami, podróżami i gorączkowymi zakupami, liczba zakażeń będzie wysoka. O tym, że przewidywania te okazały się trafne, można było przekonać się odwiedzając apteki, które w Święta pełniły dyżury. Ustawiały się przed nimi długie kolejki (czytaj również: Zakażenia Covid-19 i grypa przenoszą się tymi samymi drogami, mogą mieć podobne objawy).
– Dziewczyna chora i czekam po leki. Ma gorączkę, suchy kaszel. Wśród znajomych mam osiem osób chorych – mówił TVN24 jeden z mężczyzn, który w okresie świątecznym stał w kolejce do apteki.
Niektórzy oczekiwali w kolejkach nawet godzinę, po to by kupić lek dla dziecka. Największe problemy były jednak w małych miastach, gdzie w Święta nie była otwarta żadna apteka. Ich mieszkańcy po leki musieli udawać się nawet do oddalonych o kilkadziesiąt kilometrów większych miast.
Wszystko przez ciągle nieuregulowaną przez Ministerstwo Zdrowia kwestię finansowania takich dyżurów. Obecnie bowiem ciężar finansowy działania aptek w święta, dni wolne od pracy i niedziele oraz w nocy spoczywa wyłącznie na barkach ich właścicieli. W rezultacie apteki w małych miastach z nich rezygnują. W dużych miastach problem jest mniejszy, bo często funkcjonują w nich apteki całodobowe (czytaj również: Rozwiązanie sporu o dyżury aptek odbierze autonomię ich właścicielom…).
Problemy z brakami leków
Kolejnym problemem, z którym borykali się pacjenci szukający pomocy w okresie świąt i także po ich zakończeniu, była ograniczona dostępność do niektórych leków. Aleksander Przybylski – reporter tvn24 z Poznania – wskazywał, że „czasami trzeba odwiedzić dwie, trzy, cztery apteki, żeby znaleźć to, co akurat przepisał nam lekarz”. Problem ten dotyczy przede wszystkim małych pacjentów, potrzebujących antybiotyków w postaci zawiesin (czytaj również: Chiny wstrzymują eksport paracetamolu i ibuprofenu. Problem może mieć cały świat…).
– My, jako farmaceuci, staramy się zawsze ten lek jakoś zamówić, skądś skombinować czy nawet pokierować do apteki, która w danej chwili ma, ale największy problem mamy z zawiesinami dla dzieci. Jeżeli chodzi o antybiotyki, to już nie mówimy o grypie, tylko o powikłaniach na przykład grypy, czy innych infekcjach bakteryjnych czy zapaleniu płuc. Tych leków jest znacznie mniej i pacjenci wydzwaniają po aptekach – mówił kierownik jednej z poznańskich aptek.
Jak przyznaje codziennie odbiera nawet 30 takich telefonów – głównie od rodziców szukających leków dla swoich dzieci. Minister zdrowia zapytany o ten problem twierdzi, że „w skali kraju zapasy leków są na kilka miesięcy do przodu, ale występują lokalne braki” i związane są z łańcuchem dystrybucji (czytaj również: Minister Zdrowia: Braki leków mogą wynikać z niezamawiania ich przez apteki).
Źródło: ŁW/TVN24.pl










