Ambar Keluskar, farmaceuta z Brooklynu, stanął niedawno przed problemem, który zdaje się przeczyć logice – w mieście, w którym dąży się, by zaszczepić jak najszybciej i jak najwięcej osób, on dysponował 200 dawkami szczepionki, których nie miał komu podać.
– Czekały po prostu w zamrażarce – relacjonuje Keluskar.
Stanowe przepisy sztywno regulują, komu niezależne apteki mogą podać szczepionkę przeciwko COVID-19. Tymczasem, coraz mniej takich kwalifikujących się, starszych osób, umawiało się na wizytę. Keluskar miał więc wydać setki dolarów na reklamy na Facebooku, informujące, że posiada wolne dawki. O pomoc prosił także lokalne władze. W końcu zdecydował: zamiast czekać na pacjentów, by ci przyszli do jego apteki, on postanowił wyjść do nich (czytaj także: USA: farmaceuta-superbohater szczepi tysiące pacjentów w lokalnej aptece).
Problem z biurokracją
Doświadczenia nowojorskiego farmaceuty pokazują, jak bałagan organizacyjny w programie dostarczania szczepionek, zmusza władze i podmioty udzielające szczepień, do ciągłych zmian i elastyczności w podejściu.
Pomimo dążenia do sprawiedliwości w dostępie do szczepień, często wolniej docierają one do społeczności, w które wirus uderzył najmocniej: a to dlatego, że ich mieszkańcy, nie mają czasu bądź odpowiednich zasobów, by w łatwy sposób zapisać się na wizytę. Na pomoc ruszyli więc wolontariusze i grupy społeczne.
Jedną z takich osób, był właśnie Ambar Keluskar, który wcześniej w tym miesiącu, zaszczepił prawie 50 osób, w kompleksie domów dla seniora koło Downtown Brooklyn. Byli to pacjenci, którzy nie mogą się poruszać bądź mieli trudności z zapisaniem się na wizytę. Z kolei w minioną sobotę, Keluskar zaszczepił ponad 150 osób w kompleksie domów Ingersoll Houses w Fort Greene.
– Pacjentom spodobało się takie rozwiązanie – mówił Keluskar.
Wyraził on także nadzieję, że jego działania zainspirują władze innych miast oraz kolejnych farmaceutów, co do poszukiwania nowych sposobów docierania do najbardziej zagrożonych pacjentów.
Osoby starsze, o niższych dochodach i ograniczonym dostępie do Internetu, mają bowiem szczególne trudności przy zapisywaniu się na wizyty, które często „przechwytywane” są przez osoby lepiej sytuowane.
Ambar Keluskar i jego pomoc
Jak twierdzi rzecznik departamentu ds. zdrowia w mieście, sąsiedzkie apteki stanowią ważny element w rozwoju programu szczepień. W wielu przypadkach, miały one stworzyć wyjątkową więź z mieszkańcami w ich społecznościach.
Jednakże, mimo że otrzymują one opłaty od ubezpieczycieli za podawanie szczepionek – w kwocie od 13 do 28 dolarów za szczepienie, jak podaje Keluskar – wiele aptek znalazło się w tym czasie pod dużą finansową presją, Jak opowiada Keluskar, jego działalność miała przynosić straty po tym, jak zainwestował on blisko 15 tys. dolarów w wyposażenie, takie jak zamrażarka czy przenośna lodówka. On i jego zespół apteczny mieli też przepracować wiele godzin, za które nie otrzymali wynagrodzenia (zobacz też: USA: farmaceuta pokonuje burzę i śnieg, by dostarczyć szczepionkę przeciw COVID-19).
Ambar Keluskar, który został kierownikiem apteki Rossi Pharmacy pięć lat temu, rozpoczął podawanie szczepionek w styczniu. Najpierw było to 100 dawek tygodniowo, później liczba ta podwoiła się. Pod koniec lutego, farmaceuta zaobserwował jednak, że ilość osób zapisujących się, uległa zmniejszeniu. W pierwszym tygodniu marca, Keluskar miał już trudności ze znalezieniem osób chętnych do szczepień. Tymczasem, przepisy wymagały, by podmioty podawały dostarczone im dawki w ciągu 7 dni lub zanotowały ich stan – dlatego, Keluskar obawiał się, że władze odbiorą mu niezużyte dawki i nie przyślą więcej następnych. Wśród powodów, dla których w aptece brakowało chętnych, Keluskar wskazuje na otworzenie punktu masowych szczepień niedaleko placówki.
Choć kryteria kwalifikujące do szczepień zwiększyły się, to jednak tylko nauczyciele, opiekunowie dzieci oraz osoby w wieku 60 lat i więcej, mogą zostać zaszczepione w aptece. Gubernator Andrew M. Cuomo podkreślał, że placówkom aptecznym może zabraknąć zdolności w procesie weryfikacji tożsamości oraz zajęcia osób należących do innych kwalifikujących się grup, takich jak kluczowi pracownicy czy osoby młodsze z chorobami współistniejącymi (czytaj również: USA: farmaceuci przepracowani, a szczepienia w aptekach tylko pogorszyły ich sytuację…).
Keluskar relacjonuje dalej, że jego zdaniem, pula ludzi, która na jego obszarze spełniałaby te stanowe wymagania, wyczerpała się. Dlatego postanowił szukać innych możliwości.
Wtedy Jabari Brisport, zatrudniony w biurze State Senator, skontaktował go z Stonewall House, kompleksem domu dla seniorów L.G.B.T.Q. na Brooklynie.
66-letni George Berry, który mieszka w Stonewall House, pomagał w organizowaniu tam szczepień. Podkreślał on, że wielu mieszkańców nie jest w stanie poruszać się i dlatego nie może opuszczać domu.
Emma DeJesus, również mieszkanka Stonewall, relacjonowała, że zanim otrzymała szczepionkę dzięki inicjatywie, jaką podjął Keluskar, od tygodni bez skutku próbowała umówić się na wizytę w związku ze szczepieniem:
– Mam 78 lat. Wszystko dzieje się teraz w komputerze, a ja komputera nie mam.
Po otrzymaniu drugiej dawki, chce ona odwiedzić swoje siostrzenice i zobaczyć się z siostrą.
Keluskar opowiada dalej, że po tej pierwszej inicjatywie, w sprawie organizacji podobnych akcji, skontaktowało się z nim dwóch radnych, których tożsamości nie chce jednak wyjawiać. Keluskar podkreśla, że do tej pory podał 2 tys. dawek szczepionki, i że mógłby zaszczepić jeszcze więcej osób, gdyby tylko poluzowaniu uległy przepisy dotyczące szczepień w aptekach.
AM/nytimes.com










