O „gangu przebierańców” mówi się już od dawna. Wśród oskarżonych o działanie w nim jest ratownik medyczny (Przemysław W.), fotograf, były minister sprawiedliwości, znany warszawski adwokat i byli funkcjonariusze służb. Działali przez trzy lata, a teraz sprawę bada sąd (czytaj również: Kolejne zatrzymania “gangu przebierańców” powiązanego z “mafią lekową”).
Jak wynika z ustaleń dziennikarzy, kluczowym członkiem gangu był Przemysław W. To on zdobył tak duże zaufanie Głównego Inspektora Farmaceutycznego, że ten zgodził się, by w jego siedzibie gang organizował spotkania z różnego rodzaju „partnerami” i „kontrahentami”. Tym samym pod dachem państwowej instytucji padały oferty bez pokrycia, powoływano się na nieistniejące wpływy, umawiano łapówki.
Z dotychczasowych ustaleń wynika, że do GIF Przemysław W. trafił dzięki znajomości z ówczesnego rzecznika prasowego GIF. Podając się za oficera CBA miał między innymi obiecać pomoc w rozwiązaniu problemów z mafią lekową.
– Polubiło go dwoje kolejnych Głównych Inspektorów. Obdarzyli go takim zaufaniem, że „Przemek” z czasem zaczął wchodzić do urzędu bez przepustki, kolegować się z częścią pracowników. Został nawet ojcem chrzestnym dziecka jednego z pracowników Inspektoratu – pisze Money.pl za Pulsem Biznesu.
Częste wizyty w GIF
Z zeznań pracowników GIF wynika, że w tamtym czasie, czyli około 2014 roku kierownictwo Inspektoratu obawiało się, że nie wszyscy urzędnicy są lojalni i część współpracuje z mafią lekową (czytaj również: “Gang przebierańców” torpedował konkursy na GIF?).
– Regularna obecność kogoś ze służb miała zniechęcić kolaborantów i przestraszyć ich. Stąd im częściej Przemysław W. pojawiał się w urzędzie na Senatorskiej w Warszawie, tym lepiej dla bezpieczeństwa Polski, uważali niektórzy – pisze Money.pl.
Przemysław W. wykorzystywał zaufanie, którym go obdarzono. W urzędzie spotkał się m.in. z polskim producentem leków, który miał problem z rejestracją specyfiku swojej produkcji. Dał się zwieść opowieściom Przemysława W. o tym, jaki to on nie jest skuteczny. Do sali konferencyjnej GIF przybywali coraz to kolejni przedsiębiorcy, którzy napotkali problemy (ze skarbówką, z urzędami, z konkurencją) i tak się składa, że ktoś polecił im pomoc skutecznego człowieka ze służb. Gang nie czekał jednak biernie na możliwość zarobienia.
Taka maskarada trwała przez trzy lata. Wszystkie wątki tej sprawy bada teraz sąd.
Źródło: KW/Money.pl/Puls Biznesu










