Pierwsze niepokojące sygnały o wzroście przemocy, jakiej doświadczały zespoły apteczne ze strony pacjentów, miały miejsce na początku pandemii COVID-19. W prawie dwa lata później, w czasie, gdy Wielka Brytania stoi przed wyzwaniem związanym z walką z odmianą Omikron i, w związku z tym, wprowadzony został ponownie obowiązek noszenia maseczek w aptece – problem ten pozostaje nadal aktualny.
Leyla Hannbeck, CEO w AIMp, podkreślała, że organizacja gromadzi zgłoszenia o incydentach agresji, do jakich dochodzi w lokalnych placówkach aptecznych. Zaznaczała ona też, że AIMp miała także „nagłaśniać kwestię zwiększającej się przemocy w aptekach w krajowych mediach już od samego początku pandemii”.
– W czasie kryzysu COVID-19, zespoły apteczne bardzo ciężko pracują, dostarczając pacjentom dostępną i konsekwentną opiekę, pomimo wyzwań, jakim muszą jednocześnie stawiać czoła – mówiła Hannbeck.
Przyczyny agresji
W maju 2020 roku, sondaż przeprowadzony przez C+D miał pokazać, że najczęstszym powodem agresywnych zachowań ze strony pacjentów, było wydłużenie czasu obsługi. Wskazywano także na dłuższy czas wydawania leków na receptę oraz brak w aptece produktów do higieny rąk, maseczek oraz środków przeciwbólowych.
Podobnie sytuacja przedstawiać ma się również dzisiaj (czytaj również: Wielka Brytania: jakakolwiek forma przemocy wobec farmaceutów i ich zespołów jest nie do przyjęcia).
Jak relacjonował jeden z farmaceutów organizacji AIMp, jego zespół musiał grozić, że wezwie policję, po tym, jak jeden z pacjentów przez 40 minut przeklinał i zachowywał się w sposób agresywny ze względu na to, że jego recepta „nie weszła do systemu”. Miał on również grozić, że wróci następnego dnia.
W innej aptece, pacjentka miała oskarżyć pracowników o zagarnięcie jej leku, po tym jak poproszono ją o poczekanie, aż odpowiedzialny za realizację recepty farmaceuta wróci z 10-minutowej przerwy.
– Pacjentka mówiła, że potrzebuje farmaceutyku natychmiast – relacjonuje farmaceuta – i że będzie to wina pracowników, jeżeli wybije ona wszystkie okna w aptece.
W kolejnym incydencie, jaki zgłoszono AIMp, pacjent miał zachowywać się wobec personelu agresywnie, kiedy poproszono go o poczekanie jeszcze dziesięciu minut, na realizację jego recepty. Miał on skierować do jednej z farmaceutki słowa, żeby „wracała do swojego kraju” i nazwał ją „bezużyteczną” oraz „głupią”.
– Poprosiliśmy go o opuszczenie placówki – mówi jeden z pracowników. – Sądzimy jednak, że wyszedł jedynie dlatego, że nadszedł ochroniarz z naszego centrum.
Inny pacjent miał „podnieść głos oraz uderzyć pięścią w ścianę tuż nad przyciskiem alarmowym” po tym, jak farmaceuta poinformował go, że jego cotygodniowa recepta na gabapentynę, nie została przesłana przez lekarza rodzinnego.
W przypadku, jaki opisuje NPA, pacjent miał natomiast „uderzyć w przesłonę ochronną” przy kasie, ponieważ był zły, że „jego recepta nie została jeszcze zrealizowana” (zobacz też: Wielka Brytania: wciąż zbyt dużo przemocy w aptekach).
Spóźnione reakcje policji
Jak podkreślają zespoły apteczne, w przypadku wielu incydentów, konieczne było wezwanie funkcjonariuszy policji.
W jednej z opisywanych sytuacji, farmaceuta miał ocenić, że pacjentka, która pojawiła się w aptece po odbiór metadonu, „znajdowała się w stanie, który na to nie pozwalał”. W odpowiedzi, kobieta miała „przechwycić butelkę metadonu”, i „dwukrotnie się z niej napić”. Kiedy personel zdołał ją odzyskać, szybko zamknął przed kobietą drzwi na klucz.
– Wtedy rzuciła ona w drzwi krzesłem – relacjonował dalej farmaceuta. Agresywną pacjentkę zabrała policja, która następnie przewiozła ją do szpitala.
Niestety, jak alarmują farmaceuci, funkcjonariusze nie zawsze reagują na czas, a czasami mają nawet nie reagować wcale.
W jednym z przypadków, jaki zgłoszono NPA, policja miała nie przyjechać do apteki, w której agresywny pacjent „uderzył w półkę z lekami, kiedy dowiedział się, że jego recepta nie została jeszcze zrealizowana”.
Inne dwie apteki miały stać się ofiarami „częstych drobnych kradzieży”, co jednak nie wywołało zainteresowania ze strony funkcjonariuszy. W jednej z tych placówek aptecznych, młodej farmaceutce wygrażano także słownie, jednocześnie kierując w jej stronę nóż.
W kolejnej placówce, mężczyzna, którego poproszono o wyjście z pokoju konsultacji z powodów związanych z zachowaniem zasad dystansu społecznego, „miał grozić jednej z pracownic, że ją zabije i spali jej dom”. Zaalarmowana o zdarzeniu policja, miała zadzwonić później z zapytaniem, czy „wszystko jest już w porządku” – do tego czasu, pacjent zdołał już jednak opuścić aptekę.
Leyla Hannbeck zaznaczyła, że „AIMp będzie współpracować z policją” w celu zapewnienia, że „osoby, które dopuściły się przemocy wobec zespołów aptecznych i innych pracowników systemu ochrony zdrowia, poniosą za to odpowiedzialność”.
Wcześniej w grudniu, C+D informowało, że General Pharmaceutical Council potwierdziła, że otrzymała „niepokojące doniesienia o ostatnich incydentach nadużyć i przemocy wobec farmaceutów i ich zespołów z szeregu różnych źródeł” i potępiła tego rodzaju zachowania.
W lipcu, pracownicy sieci aptek Boots, ze względu na rosnącą ilość „przemocy i nadużyć”, zostali wyposażeni w specjalne, przypinane do ubrania kamery (czytaj także: Wielka Brytania: farmaceuta będzie nosił kamerę przypiętą do ubrania).










