W najnowszym wydaniu Naszego Dziennika można przeczytać wywiad z farmaceutą i współwłaścicielem apteki – Jerzym Mazurkiem. W publikacji pod tytułem „Małe apteki przegrywają z urzędnikami”, aptekarz przekonuje, że walka z mafią lekową doprowadziła do upadku wielu aptek indywidualnych współpracujących z przychodniami. Dlaczego?
Farmaceuta wskazuje, że wprowadzona w 2017 roku ustawa „apteka dla aptekarza” jest dziurawa i nadal umożliwia sieciom aptecznym zwiększanie swoich udziałów w rynku (czytaj również: Konstanty Radziwiłł: “apteka dla aptekarza” działa daleko od ideału).
– Od momentu wejścia w życie ustawy około 50 aptek miesięcznie znika bezpowrotnie, a drugie tyle przechodzi w ręce sieci. Powodem są nie tylko względy ekonomiczne, ale również działania nadzoru farmaceutycznego, którego decyzje tam naprawdę eliminują z rynku słabszych, jednocześnie pozostawiając sieci nietykalnymi – uważa Jerzy Mazurek,
Farmaceuta w rozmowie z Naszym Dziennikiem wskazuje, że dobrym przykładem takiej sytuacji jest problem mafii lekowej i wywozu leków. Jego zdaniem możliwość eksportu równoległego leków dała „dużym graczom” dodatkowe pieniądze do eliminowania z rynku małych aptek (czytaj również: Sieci aptek mają łatwiejszy dostęp do leków deficytowych).
– Wielu z naszych znajomych potraciło w tym okresie swoje apteki i zostało z długami na całe życie. Znowu przez lata nikt z rządzących nie widział w tym żadnego problemu. Kondycja indywidualnych aptek była naprawdę dramatyczna – opowiada farmaceuta.
Przychodnie pomagały aptekom
Jego zdaniem właśnie wtedy do aptek zapukały przychodnie z propozycją zakupu leków. Ówczesne analizy prawne oraz kontrole nadzoru farmaceutycznego miały nie widzieć w tej współpracy niczego niezgodnego z prawem (czytaj również: Jestem zainteresowana zakupem leków na zapotrzebowanie z NZOZ…).
– Dzięki współpracy z przychodnią apteki mogły trzymać na stanie szerszy asortyment leków. Przysługujące aptece miesięczne limity tzw. deficytowych produktów spokojnie zaspokajały potrzeby pacjentów, a środki pozyskane ze sprzedaży zbędnych nadmiarów do przychodni pozwalały na obniżenie cen innych leków – przekonuje Mazurek.
Według niego apteka indywidualna mogła dzięki temu odzyskać pacjentów utraconych na rzecz sieci. To miało stać się solą w oku dużych podmiotów, dlatego w 2018 roku zaczęto „forsować w mediach temat mafii lekowej, przerzucając całą odpowiedzialność za rzekome braki leków w Polsce z dużych na tych najsłabszych” (czytaj również: Apteki współpracujące z przychodniami stracą zezwolenia?).
– Po wprowadzeniu przepisów uniemożliwiających taką współpracę lista leków zagrożonych brakiem dostępności wzrosła ze 130 do ponad 400 pozycji, a w szczytowym okresie nawet do ponad 900 pozycji, co jasno pokazuje, że to nie aptekarze byli przyczyną braku leków na rynku – uważa farmaceuta.
Jego zdaniem „duzi gracze jednym ruchem pozbyli się konkurencji w dostępie do leków deficytowych, a przerzucając odpowiedzialność za wywóz na małe podmioty, chcą doprowadzić do zamknięcia aptek farmaceutów i przejęcia całego rynku” (czytaj również: W przychodniach POZ znikną apteki po 1 sierpnia?).
– Szacuje się, że z przychodniami współpracowało około 8 tysięcy aptek, a w mojej ocenie nadzór farmaceutyczny nie kryje się z zamiarem ich zamknięcia, mimo iż działały zgodnie z przepisami i na korzyść swoich pacjentów. Jeżeli ktoś nie powstrzyma urzędniczej gilotyny, to w niedługim czasie można spodziewać się, że rynek detalicznej sprzedaży leków przejdzie w ręce obcego kapitału, podobnie jak to ma miejsce w innych branżach – czytamy wywiadzie Naszego Dziennika.
Źródło: ŁW/Nasz Dziennik










