- Przeczytaj pierwszą część felietonu: Cienka lina nad receptową przepaścią – część 1
Wspomnę jeszcze o czymś, co chyba najbardziej mnie poruszyło w kontekście refundowanych recept PA/PF. Otóż przeczytałem o praktyce ich wystawiania dla obcych ludzi, pacjentów, którzy w aptece nie otrzymali wystarczającej liczby opakowań swego leku, a z różnych powodów (np. odległość) nie chcieli skorzystać z częściowej realizacji recepty. Jedną z opcji jest, że farmaceuta świadomie i niezgodnie z prawdą wystawił receptę PF, choć pacjent był osobą najzupełniej obcą. Poświadczył nieprawdę w dokumentach. Ukręcił bicz sam na siebie. Bicz z finansowymi kolcami.
Drugą, rzekomo bezpieczniejszą, opcją jest, że obcemu pacjentowi farmaceuta wystawia receptę PA. Przyznam szczerze, że podawanie obcym ludziom swego Peselu i adresu jest dla mnie oznaką wysokiego poziomu bezrefleksyjności oraz braku instynktu samozachowawczego. Czy RODO (memorandum także o nim dobitnie wspomina) niczego nas nie nauczyło? Czy musi się zdarzyć stalking lub tragedia, żeby zrozumieć niestosowność ujawnienia adresu osobom, które się mogą okazać niezrównoważone emocjonalnie? Nawet w czasach PRL-u, psychiatrzy właśnie z tego powodu na swych pieczątkach nie musieli podawać adresu domowego, choć inni lekarze musieli. Z kolei podawanie Peselu otwiera szerokie wrota do różnego rodzaju problemów, w tym szczególnie finansowych. Nikomu ich nie życzę.
Co jeszcze bardziej niezrozumiałe, narzekający na swe zarobki farmaceuci, ww. recepty wystawiali „dla uśmiechu pacjenta”. Wypisz-wymaluj, jak z dyżurami.
Gdy w taki sposób postępujący aptekarze sami się nie potrafią szanować, niech się nie dziwią, że inni ich nie uszanują. Od pacjentów, przez pracodawców, do ustawodawcy. Po co płacić, zwłaszcza więcej, ludziom, którzy najzupełniej irracjonalnie za darmo rozdają swą pracę, czas, uprawnienia i odpowiedzialność? Po co „podwyższać marże”, skoro aptekarze ochoczo gratis rozdają swą wiedzę, czas (darmowy dyżur) i pieniądze, np. obniżając ceny aż do dumpingu? Przecież recepty PA/PF udostępniane pacjentowi, często z podpowiedzią, w której aptece jest poszukiwany lek (!), z biznesowego punktu widzenia są samobójczym wspieraniem konkurencji.
W oczywisty sposób rozumiem chęć pomocy pacjentowi, ale muszą być jakieś rozsądne granice. Wszak „martwy ratownik, to zły ratownik”. Apteka nieczynna, czasowo lub na zawsze, z powodu przemęczenia lub śmierci zbyt długo dyżurującego jedynego magistra, przestaje spełniać swą rolę. Apteka, która zbankrutowała, bo – za darmo – wyszukiwała adresy innych aptek, w których jest poszukiwany lek, sama sobie jest winna. Pokazywanie pacjentom, że inne apteki mają niedostępne leki (= są lepsze), może nawet spowoduje wypowiedzenie przez niego podziękowań. Jednakże nie musi spowodować jego powrotu, a tym bardziej systematyczności w korzystaniu z usług naszej apteki. Państwu i sobie życzyłbym, aby tak było, ale doświadczenie życiowe wielu znajomych farmaceutów pokazuje, że jednak nie jest.
Co było dane, może być odebrane…
Mityczna Izba, która rzekomo nic nie robi, nie siedzi w głowach aptekarzy, ani za nich nie wystawia recept. To wolny zawód, ale w ślad za wolnością idzie odpowiedzialność. Uprawnienie PA/PF jest czymś niezwykle cennym, przy okazji bardzo nas odróżniającym od techników farmaceutycznych. Starajmy się więc, by go nam na własne życzenie nie cofnięto. Niech nikogo nie zmylą słowa, które popłynęły ze strony resortu zdrowia po mocnej publikacji w DGP o naciskach (znowu!) w sprawie RF, na farmaceutów pracujących w sieciach aptecznych (czytaj więcej: Czy sieci zmuszają farmaceutów do wystawiania recept farmaceutycznych?). Rozsierdzeni presją przekazali gazecie maile od swych menedżerów, koordynatorów, a zacytowanymi przez DGP słowami Wiceprezesa Marka Tomkowa, wsparła ich NRA.
„Jednocześnie wiceminister [Janusz Cieszyński] zapewnia, Ministerstwo nie planuje zaostrzać ustawy. Farmaceuci nadal będą mogli korzystać z recepty farmaceutycznej wtedy, gdy to konieczne. Przekonuje, że błędem byłoby zaostrzanie regulacji tylko dlatego, że niewielki odsetek branży nie potrafi działać uczciwie”.
Wiceminister powiedział: recepty farmaceutycznej. Nie wspominał o PA/PF.
Nie wiemy, jak się potoczą losy naszego nowego uprawnienia. Wiadomo jednak, że ustawodawca uważnie analizuje sytuację. Znam przypadek lekarza, który recepty PA sobie wystawiał zawsze na 100%. Jednak jednocześnie chciał być współczesnym doktorem Judymem. Obcym ludziom, ale swoim pacjentom, wystawiał refundowane recepty PA, czyli na swoje dane. NFZ zainteresował się wielochorobowością wspomnianego lekarza, a po jego wyjaśnieniach okazał się bezlitosny finansowo. Lekarzowi odeszła ochota do bycia Judymem.
Pamiętajmy jednak, że od pacjenta nie możemy żądać gratyfikacji za wystawienie recept PF (memorandum, str. 24, pkt. 9 c). Bez Ustawy O Zawodzie Farmaceuty, która być może (jej procedowanie oficjalnie się rozpoczęło 26 maja 2020 r.) da nam i takie możliwości zarobkowania, nic się w tej materii nie zmieni.
Niniejszy felieton nie powstał, aby straszyć dorosłych i wykształconych aptekarzy. To są moje prywatne opinie, napisane na podstawie nowych przepisów, doświadczenia życiowego i samorządowego oraz subiektywnej oceny pracy prawników zawartej w memorandum. Z korzystnych uprawnień będę korzystał w sposób bardzo przemyślany i oszczędny.
P.S. Wg informacji podanych przez wiceministra zdrowia Janusza Cieszyńskiego od 15. do 24. maja 2020 r. zrealizowano 2500 recept PA/PF. Dużo. Albo jesteśmy chorowitym zawodem, albo testujemy nowe możliwości (czytaj więcej: Ile recept wystawili już farmaceuci? Wiceminister zdrowia chwali…).










