REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
śr. 3 czerwca 2020, 14:53

Cienka lina nad receptową przepaścią – część 1

Telemedycyna i e-recepta na dobre zagościły w naszej pracy. Pośród wielu nowelizacji przepisów, które mają umożliwić sprawniejszą opiekę nad zdrowiem Polaków, otrzymaliśmy dość nieoczekiwany prezent. Są nim recepty pro auctore i pro familia…

Postawienie przez farmaceutę pierwszego kroku, diagnozy, oznacza wkroczenie na nowy poziom relacji z chorymi.... (fot. Shutterstock)
Postawienie przez farmaceutę pierwszego kroku, diagnozy, oznacza wkroczenie na nowy poziom relacji z chorymi.... (fot. Shutterstock)

Epidemia COVID-19 cały czas wywiera wpływ na nasze życie, także zawodowe. Dyżurowy art. 94 Prawa farmaceutycznego powoli odchodzi w faktyczny niebyt. Pacjenci i urzędnicy bawią się w „małego aptekarza” i wytwarzają płyny rzekomo dezynfekcyjne (czytaj również: Dezynfekcyjna receptura pacjentów…).

REKLAMA

Telemedycyna i e-recepta na dobre zagościły w naszej pracy. Pośród wielu nowelizacji przepisów, które mają umożliwić sprawniejszą opiekę nad zdrowiem Polaków, otrzymaliśmy dość nieoczekiwany prezent. Są nim recepty pro auctore i pro familia, od lat przez ustawodawcę niegramatycznie określającego je nazwą pro familiae (PA i PF).

Wiedza, uprawnienia i konsekwencje

Gdy kilka lat temu umożliwiono pielęgniarkom wystawianie recept na ograniczoną pulę leków, ze strony farmaceutów podniosły się głosy oburzenia. Podstawowym kontrargumentem (zignorowanym przez polityków, w tym resort zdrowia pod kierownictwem ministra Bartosza Arłukowicza), była niewielka znajomość farmakologii przez pielęgniarki.

Faktycznie, w porównaniu do nas lub lekarzy, zakres farmakologii na studiach pielęgniarskich jest mały. Jeszcze gorzej to wyglądało, gdy się okazało, że recepty będą mogły wystawiać pielęgniarki po licencjacie, za to z ukończonymi kursami dającymi im omawiane uprawnienia.

Jak to celnie skomentował mój kolega-aptekarz, który ma żonę dyplomowaną pielęgniarkę: „ona może przepisać refundowany lek, choć jak sama przyznaje, nie ma pojęcia o mechanizmie jego działania, ale obserwuje jego efekty”. Tymczasem on, fachowiec od farmakologii, jest właścicielem/dysponentem leku, za który zapłacił hurtowni, ale decyzję o jego wydaniu z apteki podejmuje osoba trzecia, czyli jego żona, która ma świadomość swej farmakologicznej niewiedzy.

REKLAMA
REKLAMA

Mam też kolegów-aptekarzy, których żony są lekarkami oraz koleżanki-aptekarki mające mężów lekarzy. W tym wypadku nie ma wątpliwości dotyczących osób decydujących o leczeniu farmakologicznym.

Jak zapewne wszyscy rozumiemy, kluczem są uprawnienia jako pochodna wiedzy.  W ślad za uprawnieniami idą dalsze skutki, a wręcz konsekwencje. Możemy o nich przeczytać w znakomitym memorandum, które jest dostępne na stronach Okręgowej Izby Aptekarskiej z Warszawy (czytaj również: Memorandum prawne w sprawie ordynacji leków przez farmaceutów).

Przeczytanie ze zrozumieniem jego treści, jest warunkiem sine qua non dalszej pracy aptekarza, który rozważa skorzystanie z nowych uprawnień lub nie korzystał z dotychczasowych, czyli recepty farmaceutycznej (RF).

Gdzie czyhają pułapki?

Obserwując internetowe dyskusje aptekarzy, zauważam kilka powtarzających się elementów. Recepty farmaceutyczne mylone są z PA/PF. RF nadal w uzasadnionych przypadkach możemy wystawić każdemu pacjentowi, w tym sobie lub członkom rodziny, ale za pełną odpłatnością. Nowością jest, że z przepisów zniknęło blokujące słówko, czyli „nagłe” zagrożenie zdrowia. Ułatwiono nam podejmowanie decyzji, niemniej niczego to nie zmieniło w odpowiedzialności za skutki.

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA