Dodatkowo właściciel apteki – według farmaceutki – miał zabraniać jej stawiania się na wezwania Rzecznika i polecił swojemu prawnikowi, by ten odpowiadał na korespondencję kierowaną do niej przez Rzecznika. Kobieta przyznała, że nie chciała bardziej radykalnie konfrontować się z pracodawcą, ponieważ była od niego zależna. Poza tym jej ówczesny stan zdrowia na to nie pozwalał.
Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej po przeanalizowaniu materiału dowodowego zdecydował o skierowaniu sprawy do Okręgowego Sądu Aptekarskiego. Na jego pierwszym posiedzeniu farmaceutka stawiła się w towarzystwie obrońcy i złożyła wyjaśnienia. Podtrzymała wcześniejsze stanowisko i nie przyznała się do stawianych zarzutów. Jej obrońca zwrócił uwagę, iż zebrany materiał dowodowy nie uzasadniał twierdzenia, że farmaceutka miała jakikolwiek wpływ i wiedzę o reklamie na samochodzie. Dodatkowo kierowniczka apteki zrobiła wszystko co mogła, by wpłynąć na decyzję pracodawcy.
Obrońca stwierdził, że trudno wymagać od jego klientki, by skazywała się na bezrobocie, tylko po to, by okazać dezaprobatę dla działań właściciela apteki.
Jednocześnie okazało się, że w toku postępowania Śląskiego Wojewódzkiego Inspektora Farmaceutycznego nie stwierdzono, by eksponowanie informacji na wspomnianych samochodzie stanowiło sprzeczną z prawem reklamę apteki. Ostatecznie Sąd dał wiarę wyjaśnieniom farmaceutki uniewinniając ją od stawianych zarzutów.
„Sąd wychodzi z założenia, znajdującego ugruntowanie również orzecznictwie sądów administracyjnych dotyczących reklamy aptek, że nie tylko treść, ale także i forma przedstawienia informacji o aptece mają znaczenie przy interpretacji co stanowi sprzeczną z prawem reklamę apteki” – czytamy w uzasadnieniu do wyroku Sądu Aptekarskiego. Sąd nie miał wątpliwości, że w analizowanej sprawie, zamiarem właściciela apteki było zwrócenie za pośrednictwem pojazdu uwagi odbiorców na jej istnienie i przyciągnięcie ich do niej. Niezależnie od tego nie sposób było jednak przypisać magister farmacji osobiste zawinienie w dopuszczeniu do prowadzenia reklamy apteki.
Błędnie wydany lek
Pomyłki farmaceutów podczas wydawania leków są niezwykle medialne – szczególnie jeśli w grę wchodzą leki dla dzieci. W ostatnich miesiącach mieliśmy co najmniej kilka przykładów ogromnego zainteresowania mediów i opinii publicznej błędnie wydanymi lekami w aptekach. Tego typu sprawy również trafiają do rzeczników odpowiedzialności zawodowej i są rozpatrywane przez sądy aptekarskie. Ich zakończenia bywają różne.
Okręgowy Sąd Aptekarski w Katowicach rozstrzygał jakiś czas temu sprawę farmaceutki, która realizując receptę na leki dla 5-miesięcznego dziecka, pomyliła krem Dermovate z Dermaveel. Pomyłka została szybko wykryta i naprawiona, jednak dziadek dziecka złożył na farmaceutkę skargę do Wojewódzkiego Inspektora Farmaceutycznego, a ten zgłosił sprawę do rzecznika odpowiedzialności zawodowej. Okazało się, że kobieta była członkinią jednej z okręgowych rad aptekarskich. W rezultacie Naczelny Sąd Aptekarski w Warszawie wyznaczył Sąd Aptekarski w Katowicach do rozpatrzenia tej sprawy. Taka procedura jest stosowana w przypadku przewinień członków samorządu aptekarskiego, aby uniknąć oskarżeń o stronniczość.
Przed Sądem Aptekarskim obwiniona farmaceutka nie potrafiła wyjaśnić, dlaczego popełniła błąd. Tłumaczyła, że miała wówczas słabszy dzień, a dziadkowi dziecka (który realizował receptę) zależało na jak najszybszym wykupieniu leku, więc pracowała pod presją.
Farmaceutka przyznała, że „nawet zastanowiło ją to, iż na recepcie znajdują się dwa produkty lecznicze ze sterydem, ale nie miała powodów do podważania dyspozycji lekarskiej, gdyż sugerowała się zaznaczoną obok leku odpłatnością 50%”. Stwierdziła też, że konsultacja z lekarzem w momencie realizacji recepty nie była możliwa. Pytała też dziadka dziecka o dawkowanie przepisanych produktów leczniczych, jednak go nie otrzymała.
Następnego dnia, gdy pomyłka wyszła na jaw podczas retaksacji recept, farmaceutka sprowadziła właściwą maść i wieczorem zaniosła ją osobiście matce dziecka. Wyjaśniła, że doszło do pomyłki i przeprosiła za jej zaistnienie.
Matka dziecka jednak bardzo się zdenerwowała i farmaceutka postanowiła odłożyć rozmowę w czasie. Liczyła, że następnym razem zdenerwowanie matki dziecka będzie mniejsze, co umożliwi jej wysłuchanie farmaceutki. Tak się jednak nie stało i kiedy ponownie udała się do domu małego pacjenta, chcąc dowiedzieć się o jego stan, matka ponownie nie chciała z nią rozmawiać i poinformowała jedynie, że „podjęto już w tej sprawie kroki prawne”. Niedługo potem w aptece zjawił się ojciec dziecka, chcąc wykonać zdjęcie fatalnej recepty. W rozmowie z kierownikiem apteki stwierdził, że „farmaceutka nie wykazała należytej skruchy i nie zachowała się należycie”.
W trakcie postępowania okazało się, że matka zastosowała nieprawidłową maść jeden raz – zgodnie z zaleceniem lekarskim. Sąd aptekarski po przeanalizowaniu całokształtu materiału dowodowego – w tym wyjaśnień farmaceutki i zeznań matki dziecka – uznał, że pomimo pomyłki przy wydawaniu leku, to dzięki prawidłowej organizacji pracy w aptece i rzetelności farmaceutek, została ona szybko wykryta i naprawiona. Takie postępowanie było zgodne z art. 8 Kodeksu Etyki Aptekarza RP, mówiącego że każda pomyłka merytoryczna popełniona podczas czynności zawodowych Aptekarza musi być niezwłocznie naprawiona dla zapobieżenia jej skutków.
Sąd zauważył, że u dziecka nie doszło do żadnych negatywnych następstw zdrowotnych po jednorazowym zastosowaniu maści Dermovate. Jednocześnie wobec okoliczności, że nazwy obu maści są bardzo podobne, recepta została wypisana w sposób mogący wprowadzić w błąd, a dodatkowo oba preparaty przeznaczone są do stosowania zewnętrznego, zaistnienie pomyłki jest okolicznością, która daje się logicznie uzasadnić. Zdaniem Sądu jej zaistnienie nie świadczyło zatem o nierzetelności farmaceutki, a było wynikiem niefortunnego zbiegu okoliczności.
W ocenie Sądu w tej sytuacji ukaranie farmaceutki nawet najlżejszą z ustawowego katalogu kar, byłoby niewspółmierne do stopnia zawinienia. Zachowała się ona bowiem prawidłowo po wykryciu pomyłki, przyznała się do błędu i następnie wykazała troskę o stan zdrowia dziecka. W rezultacie zdaniem Sądu „sam fakt przeprowadzenia postępowania dyscyplinarnego spełnił funkcję prewencji szczególnej, uprawdopodabniając niepopełnienie przez obwinioną w przyszłości czynu, polegającego na kognicji organów prowadzących postępowania w przedmiocie odpowiedzialności zawodowej farmaceutów”. Farmaceutka została więc uniewinniona od zarzutów, a kosztami postępowania obciążono Śląską Izbę Aptekarską.
Gdy apteka nie wykryje pomyłki…
Do błędnego wydania leku doszło też w jednej z mazowieckich aptek. Pod koniec ubiegłego roku Okręgowy Sąd Aptekarski w Warszawie rozstrzygał sprawę farmaceutki, obwinionej o brak nadzoru nad obrotem produktami leczniczymi, w zakresie wydawania ich z apteki, a tym samym niedopełnienia przez nią, jako kierownika apteki, podstawowych obowiązków wynikających z ustawy Prawo farmaceutyczne. Postępowanie w tej sprawie zostało wszczęte po tym, jak Mazowiecki Wojewódzki Inspektor Farmaceutyczny poinformował Izbę o licznych nieprawidłowościach w aptece.










