Do częstochowskiej redakcji Wyborczej napisał mieszkaniec Myszkowa, który nie mógł w nocy znaleźć otwartej apteki. Po leku musiał jechać do Koziegłów. Redakcja postanowiła zapytać o ten problem prezesa Częstochowskiej Izby Aptekarskiej – Przemysława Orlikowskiego. Ten wskazuje, że od pięciu lat właściciele aptek próbują rozmawiać z powiatami, bo to one odpowiadają za to, by mieszkańcy mieli dostęp do leków (czytaj również: Powiaty negatywnie oceniają planowane zmiany ws. dyżurów aptek).
– Świat wokół się zmienia, a ustawa dotycząca nocnego funkcjonowania aptek jest ta sama co w latach 70. ubiegłego wieku. Właściciele aptek, a my ich w tym popieramy, uważają, że obowiązek pełnienia nocnych dyżurów już nie obowiązuje. Innego zdania są starości i przesyłają do Częstochowskiej Izby Aptekarskiej do zaopiniowania harmonogram dyżurów aptek w swoim powiecie (Izba w Częstochowie poza Częstochową swym działaniem obejmuje także powiaty: częstochowski, kłobucki, lubliniecki i myszkowski). My je niezmiennie opiniujemy negatywnie, ale dyżury staramy się pełnić ze względu na etykę zawodu – mówi Orlikowski w Wyborczej.
Zamiast do apteki, na stację benzynową
Tylko w Częstochowie nie ma problemu, bo w mieście działa apteka całodobowa. Aptekarze od lat wskazują, że dyżury są nieopłacalne i niepotrzebne. W nocy pacjenci przychodzą do aptek po rzeczy, które mogliby kupić na stacji benzynowej – szczoteczki do zębów, prezerwatywy. Realizacja recepty na leki przepisane w przychodni opieki nocnej i świątecznej zdarzają się niezwykle rzadko (czytaj również: Olkusz: mieszkańcy pytają dlaczego apteki dyżurują tylko do 24.00).
– Powiedzmy, że nocny obrót to 500 zł. Mniej niż wynagrodzenie dla magistra farmacji, który musi być obecny w aptece, by nadzorować wydawanie leków. Trzeba do niego dokładać z dziennych utargów. Na dodatek magistrów farmacji jest w Polsce za mało: 1,8 etatu przypada na aptekę, a to oznacza, że brakuje obsady już na dwie zmiany, nie mówiąc o nocnym dyżurze – wylicza Orlikowski.
Farmaceuci od lat apelują więc do samorządowców, by zaczęli finansować dyżury aptek z publicznych pieniędzy. Wskazują, że za gotowość do pracy, wszystkim należy się wynagrodzenie (czytaj również: Przyszedł do apteki w nocy… po wrzątek do „zupki chińskiej”).
– Ani policjanta, ani lekarza czy ratownika medycznego nie zmusza się do darmowej gotowości do pracy – podkreśla Orlikowski na łamach Wyborczej. – Tak jest w przypadku naszego zawodu.
Źródło: ŁW/Wyborcza










