Jeszcze wczoraj do systemu weryfikacji autentyczności leków (PLMVS) nie było podłączonych około jednej trzeciej aptek. Do kilku tysięcy polskich aptek nie doszły bowiem kody autoryzacyjne umożliwiające dołączenie do systemu i skanowanie produktów. Apteki te nie powinny w ogóle wydawać leków (czytaj więcej: Tylko część aptek podłączona do PLMVS – to żaden problem!).
– W poczuciu odpowiedzialności farmaceuci realizują swe zadania. Mamy świadomość, że celem nowych przepisów jest walka z fałszywymi lekami, ale nie może się to odbywać kosztem pacjentów. Leki są więc wydawane – wskazuje Marek Tomków w rozmowie z Gazetą Prawną.
Z informacji Gazety Prawnej wynika, że w co najmniej kilkunastu przypadkach aptekarze odmówili sprzedaży medykamentów w obawie przed konsekwencjami. Właściciele aptek nie dostali ani od fundacji KOWAL, ani od służb państwowych oficjalnych wytycznych. Bazują na informacjach umieszczonych w internecie.
– Przedsiębiorcy i farmaceuci wiarę w dobre chęci i łaskawość losu woleliby zastąpić terminowym wdrożeniem skomplikowanego systemu, procedurami, regulacją prawną i sprawną komunikacją – podkreśla Marcin Piskorski prezes ZPA PharmaNET.
Dwie strony formularza do wypełnienia
Problemem jest też tzw. alert fałszywie dodatni. Część opakowań leków wyprodukowanych przed 9 lutego 2019 r. ma kod umożliwiający skanowanie produktu. Jednak może być tak, że lek, choć jest oryginalny, po zeskanowaniu opakowania zaświeci na czerwono (czytaj więcej: Alert fałszywie dodatni? Szykuje się zamieszanie w aptekach po 9 lutego…).
Państwowe służby, w tym GIF, apelują do farmaceutów, by leki w takiej sytuacji wydawać i jedynie informować organ o sytuacji. Sęk w tym, że do każdego produktu, przy którym pojawił się taki alert, trzeba wydrukować, wypełnić i wysłać dwie strony formularza. Marcin Piskorski zaznacza, że nikt z właścicielami aptek nie uzgadniał nałożenia na nich takiego obowiązku. A skoro alert fałszywie dodatni może dotyczyć nawet 40 proc. leków na receptę, może to sparaliżować działanie aptek (czytaj więcej: WAŻNE: Główny Inspektor Farmaceutyczny wyjaśnia alerty z PLMVS).
– Niestety mamy do czynienia z sytuacją, gdy na farmaceutów przerzuca się odpowiedzialność za zamieszanie wywołane zaniechaniami innych – komentuje Marek Tomków.
Nieudolność polityków zapobiegła armagedonowi?
Pacjenci nadal otrzymują leki z aptek głównie dzięki… bierności ustawodawcy. Planowano bowiem, by wraz z wejściem w życie systemu, czyli 9 lutego 2019 r., obowiązywała nowelizacja prawa farmaceutycznego. Projekt powstał jednak zbyt późno i jest dopiero konsultowany. Kluczowy zaś przepis zawarty w noweli dotyczyć ma możliwości nakładania do 500 tys. zł kary na tych przedsiębiorców, którzy nie będą właściwie realizowali przepisów dyrektywy fałszywkowej i rozporządzenia delegowanego (czytaj więcej: Do 500 000 zł kary dla apteki, która nie będzie podłączona do PLMVS?).
– Gdyby nowelizacja już obowiązywała, należałoby ukarać większość farmaceutów w Polsce. To swoją drogą dobry czas, by się zastanowić, czy jest sens wpisywania do ustawy tak wysokich kar, które będą mogły być wymierzane także za drobne naruszenia – spostrzega Marek Tomków.
Łukasz Waligórski, redaktor naczelny branżowego portalu MGR.FARM, uważa, że aptekarze są najlepiej przygotowanym elementem całego systemu weryfikacji autentyczności leków. Problem w tym, że pozostałe podmioty, a więc organizacje i instytucje, zostawiły swoje zadania na ostatnią chwilę. I gdyby chcieć przestrzegać postanowień dyrektywy fałszywkowej co do joty, polscy pacjenci pozostaliby bez leków (czytaj więcej: DGP: dyrektywa fałszywkowa budzi skrajne emocje).
Źródło: ŁW/Gazeta Prawna










