– Pani Elżbieta bardzo przeżyła czerwcową wizytę w aptece w centrum Białej Podlaskiej. Tuż po odejściu z kwitkiem od aptecznego okienka skierowała do nas sygnał z prośbą o interwencję – pisze Tygodnik lokalny „Wspólnota Bialska”.
Kobieta opisała dziennikarzom, że w piątek przed wieczorem poszła do apteki wykupić ważny dla niej lek. Taki, bez którego może grozić jej nawet śmierć (czytaj również: Walidacja e-recept włączona. Co to oznacza dla lekarzy i aptek?).
– Miałam e-receptę ważną pół roku. Nagle młoda aptekarka mówi mi, że już wykupiono na tę e-receptę wszystkie sześć opakowań. Tłumaczę jej, że pobrałam tylko dwa opakowania i muszę mieć istotny dla mnie lek ratujący przez wysokim nadciśnieniem oraz arytmią serca. Farmaceutka powtarza, że sprawa jest zamknięta i ona nie może nic zrobić, nie wyda specyfiku! – wspomina wzburzona pacjentka.
Kobieta ostatecznie otrzymała lek w innej aptece.
– Tam przemiła i profesjonalna aptekarka potraktowała mnie jak człowieka. Wyjaśniła mi, że w pierwszej aptece powinni mi sprzedać leki na wielomiesięczną e-receptę – cytuje ją „Wspólnota Bialska”.
Dziennikarze pytają kierownika apteki…
Kierownik apteki zapytany przez dziennikarzy o całą sytuację, powiedział, że farmaceutka przedstawiła odmienną swoją wersję rozmowy z pacjentką (czytaj również: Jak sobie radzić podczas trudnych rozmów telefonicznych z pacjentami?).
– Był wybuch emocji, oszczerstwa i wyzwiska. Nasza pracownica chciała pomóc klientce, można byłoby przecież załatwić sprawę. Jak sprawdziliśmy, okazało się, że były jeszcze do wykupienia leki. Najprawdopodobniej coś utknęło w systemie. Byliśmy w stanie odkręcić sprawę i już w sobotę pomóc tej pani – mówi kierownik. Dodaje, że gdyby się klientka zgłosiła, to jeszcze może kupić należące się jej leki…
Bialczanka twierdzi jednak, że żadnych wyzwisk nie było. Przekonuje dziennikarzy, że zdenerwowała się, kiedy usłyszała od młodej osoby komentarz, że „nie tylko ona jest jedyna chora”. Farmaceutka miała też stwierdzić, iż kierownik będzie dopiero za kilka dni (czytaj również: Kiedy pacjent zaczyna krzyczeć…).
Kobieta musiała prosić lekarza o wydanie ponownej e-recepty. Zgłosiła też skargę na aptekę do Wojewódzkiego Inspektoratu Farmaceutycznego.
Farmaceutka przeprosiła…
Jak opisuje gazeta, po pewnym czasie farmaceutka, która wcześniej odmówiła sprzedaży leku, złożyła pacjentce wizytę w domu.
– Do mojego mieszkania przyszła pani, która się pomyliła. Tym razem z przeprosinami. Była miła. Przyniosła „ptasie mleczko”, którego nie chciałam wziąć, ale gdy kobieta zostawiła słodką niespodziankę, to przekazałam ją dziecku z sąsiedztwa. Dobrze, że chociaż chłopczyk miał przyjemność – komentuje kobieta.
Źródło: ŁW/Wspólnota Bialska










