W połowie czerwca posłanka Iwona Michałek wystosowała do Ministra Zdrowia interpelację w sprawie niewłaściwych praktyk niektórych aptek we wczesnym okresie pandemii w zakresie. Miały on polegać na fałszowaniu dokumentacji, ograniczaniu sprzedaży żeli antybakteryjnych, oferowaniu suplementów jako chroniących przed COVID-19 oraz wydawaniu leków na receptę pacjentom, którzy jej nie posiadali. Posłanka chciała wiedzieć czy do resortu napływały informacje o takich praktykach i czy wszczęto w takich sytuacjach postępowania administracyjne (czytaj więcej: Czy rząd zajmie się nieetycznymi działaniami aptek w czasie epidemii?).
Odpowiedzi na interpelację udzielił wiceminister Maciej Miłkowski. Stwierdził w niej, że do resortu nie wpłynęły informacje o wymienionych przez posłankę praktykach.
– Kwestie te dotyczą obrotu detalicznego lekami i poniekąd reklamy suplementów diety w zakresie prezentowania ich w sposób niekorespondujący z ich faktycznym przeznaczeniem. W zakresie tych dwu obszarów tematycznych Minister Zdrowia nie jest organem kompetentnym, a poza tym nie był równie informowany o tego typu przypadkach przez organy faktycznie kompetentne. Nadzór nad obrotem lekami oraz m.in. wyrobami medycznymi na poziomie detalicznym sprawują wojewódzcy inspektorzy farmaceutyczni, którzy w ramach administracji zespolonej podlegają wojewodom, jak również Narodowy Fundusz Zdrowia – w zakresie refundacji. Minister Zdrowia nie identyfikuje sygnałów od wojewodów, czy Funduszu, które dotyczyłyby zjawisk, czy praktyk, o których pisała pani poseł – tłumaczy Miłkowski.
Jednocześnie wskazuje, że odnośnie problematyki prezentacji suplementów diety, kompetencje leżą po stronie właściwych organów inspekcji sanitarnej. Ta również nie sygnalizowała poważnego problemu w tym zakresie.
Zdarzały się inne skargi…
Jednocześnie wiceminister zdrowia przyznał, że do Ministra Zdrowia, w okresie od ogłoszenia stanu epidemii, a nawet wcześniej – stanu zagrożenia epidemicznego, wpływały dość liczne zgłoszenia negatywnych zjawisk dotyczące sprzedaży aptecznej (czytaj więcej: Braki leków to efekt wojny sieci aptek z aptekami indywidualnymi).
– Dotyczyły one jednak głównie ograniczeń dostępności do niektórych towarów z asortymentu typowo aptecznego (niekoniecznie leków) oraz incydentalnego braku określonego reżimu sanitarnego w tych podmiotach. Częste były również, przez krótki czas, sygnały dotyczące spekulowania cenami deficytowych towarów typu maski ochronne, rękawiczki jednorazowe czy preparaty antybakteryjne – wymienia Miłkowski.
W jego ocenie sytuacja ta była jednak krótkotrwała i szybko wróciła do normy. Natomiast sygnały jakie w tym temacie były do resortu kierowane, jako dotyczące nieuczciwych zachowań handlowych, były przekierowywane do organu kompetentnego, jakim jest Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (czytaj również: UOKiK wszczyna postępowanie w sprawie hurtowni i cen masek ochronnych).
Nieznaczna skala zjawiska
Jednocześnie Maciej Miłkowski wskazuje, że sam fakt, iż do organu nie wpływały sygnały osób fizycznych, czy zawiadomienia organów w powyższych tematach, świadczy o tym, że zjawiska te, o ile miały miejsce, nie przybrały znaczącej skali i mogły mieć raczej wymiar jednostkowy (czytaj również: Poseł oskarża aptekarzy o przestępstwo i pisze do Premiera).
– W związku z tym, że sygnały te nie docierały, tym samym Minister Zdrowia nie polecał podległym sobie organom przeprowadzać czy zlecać stosownych kontroli omawianych zjawisk czy praktyk. Jak również napisano wyżej, Minister Zdrowia nie otrzymywał zawiadomień o prowadzeniu takich kontroli z inicjatywy samych organów, na podstawie powziętych przez nie same informacji o ew. nieprawidłowościach – czytamy w odpowiedzi na interpelację.
Miłkowski przyznaje jednocześnie, że sam fakt pandemii istotnie ograniczył możliwości prowadzenia w ostatnich miesiącach kontroli w aptekach ogólnodostępnych oraz punktach aptecznych.
Źródło: ŁW/sejm.gov.pl










