Pod koniec marca portal MGR.FARM jako pierwszy opisał sprawę kary, jaką Śląski WIF nałożył na sieć sklepów Aldi. Kara ta wyniosła 11 600 zł i wynikała z naruszenia przepisów Prawa farmaceutycznego dotyczących reklamy placówek obrotu pozaaptecznego. Art. 94a tej ustawy mówi bowiem, że „zabroniona jest reklama placówek obrotu pozaaptecznego i ich działalności odnosząca się do produktów leczniczych lub wyrobów medycznych”. W ocenie Śląskiego Wojewódzkiego Inspektora Farmaceutycznego sieć sklepów Aldi naruszyła ten przepis, informując na Facebooku o umieszczeniu w ofercie testów na SARS-CoV-2, które są wyrobami medycznymi (czytaj więcej: Sklepy Aldi ukarane za reklamowanie sprzedaży testów na SARS-CoV-2…).
Z taką oceną sytuacji, w komentarzu udzielonym portalowi WiadomościHandlowe.pl, nie zgadza się mecenas Tomasz Kaczyński, partner w zespole Life Sciences kancelarii Domański Zakrzewski Palinka (DZP). Zwraca on uwagę, że przy okazji wprowadzania w 2012 roku tzw. zakazu reklamy aptek, wprowadzono też zakaz reklamy placówek obrotu pozaaptecznego odnoszącej się do produktów leczniczych lub wyrobów medycznych. To sprawia, że zakaz reklamy aptek „rykoszetem” trafia też w sieci handlowe.
Reklama czy informacja?
Kaczyński uważa, że od czasu wprowadzenia tzw. zakazu reklamy aptek, dochodzi do zawężania interpretacji przepisów dotyczących reklamy i informacji. W jego ocenie organy inspekcji farmaceutycznej każdy komunikat o charakterze informacyjnym traktują jako reklamę apteki, gdyż może on prowadzić do zwiększenia sprzedaży oferowanych przez nią produktów.
– W naszej ocenie zarzuty tego rodzaju są niesłuszne, gdyż nie każda informacja winna być traktowana jako reklama. Niestety, z naszą argumentacją nie zgadza się inspekcja ani – co gorsza – sądy administracyjne, które pomijając zupełnie interes przedsiębiorców, literalną wykładnię przepisów oraz podstawowe zasady procedury administracyjnej – zaznacza mecenas Kaczyński, wyrażając stanowisko całej kancelarii.
To sprawia, że tacy przedsiębiorcy jak Aldi muszą liczyć się z tym, że wszelkie informacje o ich ofercie odnoszące się do leków lub wyrobów medycznych mogą być kwestionowane. Prawnik przestrzega, że przedsiębiorcy muszą się też liczyć z karami w wysokości prawie czterokrotnie wyższej niż ta nałożona na sieć Aldi, bo w takich przypadkach mogą one sięgać 50 tys. zł. W jego opinii nie oznacza to jednak, że trzeba bez zastrzeżeń godzić się z podejściem reprezentowanym przez nadzór farmaceutyczny (czytaj również: Od poniedziałku test na SARS-CoV-2 w Biedronce. Dlaczego nie w aptekach?)..
– Zawsze warto dyskutować i próbować swoich sił w postępowaniu odwoławczym licząc, że sądownictwo administracyjne powróci do wspomnianego wyżej dorobku i uzna, że tym razem mieliśmy do czynienia z komunikatem informacyjnym, a nie reklamowym – radzi prawnik z DZP.
Źródło: ŁW/WiadomościHandlowe.pl










