REKLAMA
Magazyn mgr.farm

Sfałszowane leki to problem także w Polsce. System ma dziury…

3 grudnia 202108:11

Od kilku lat w Polsce funkcjonuje system weryfikacji autentyczności leków. Mogłoby więc wydawać się, że nie istnieje w naszym kraju problem fałszywych produktów leczniczych. Eksperci wskazują jednak na dziury w przepisach i systemie, które bardzo skrzętnie wykorzystują przestępcy.

Wybuch pandemii COVID-19 wpłynął stymulująco na wiele działań zorganizowanych grup przestępczych, związanych z rynkiem leków, suplementów diety i wyrobów medycznych (fot. screen)
Wybuch pandemii COVID-19 wpłynął stymulująco na wiele działań zorganizowanych grup przestępczych, związanych z rynkiem leków, suplementów diety i wyrobów medycznych (fot. screen)

System weryfikacji autentyczności leków wprowadzony w całej Europie, miał zapobiec wprowadzaniu do obrotu sfałszowanych leków. Po kilku latach od jego wprowadzenia, nadal jednak problem ten istnieje, a przez pandemię wręcz przybrał na sile. O szeroko rozumianej przestępczości farmaceutycznej będą opowiadać naukowcy, urzędnicy i przedstawiciele organów ścigania podczas międzynarodowej konferencji, organizowanej 9 grudnia przez Warszawski Uniwersytet Medyczny. Jej pomysłodawcą jest profesor Zbigniew Fijałek z Pracowni Farmacji Kryminalistycznej WUM. Ekspert przekonuje, że problem sfałszowanych leków dotyczy całego świata.

– Nie ma takich państw na Ziemi, które byłyby całkowicie wolne od przestępczości farmaceutycznej i od sfałszowanych leków. Oczywiście on jest zupełnie inny w krajach rozwijających się, inny w Unii Europejskiej czy w Stanach Zjednoczonych i w Kanadzie. Zwykle im kraj biedniejszy, im większe problemy ekonomiczne, tym więcej sfałszowanych leków oraz tym więcej przestępczości farmaceutycznej – mówił Fijałek w programie „Kwadrans z Farmacją”.

REKLAMA

Z jego słów wynika, że są takie miejsca na świecie, szczególnie tam, gdzie toczą się konflikty zbrojne, czy są bardzo duże problemy z utrzymaniem praworządności, że poziom sfałszowanych leków sięga nawet 60% (czytaj również: Akcja Pangea: przejęte nielegalne i fałszywe leki i sprzęt medyczny, zamknięte strony internetowe).

REKLAMA

– Przy czym mówimy tu też o legalnej sieci. Oczywiście ta legalna sieć wygląda zupełnie inaczej w Polsce i w Europie, niż w niektórych państwach w Afryce czy w Azji. Tak więc problem ten jest na pewno bardzo zróżnicowany – przekonuje.

Dziury w systemie weryfikacji leków

Zdaniem ekspert wprowadzony w całej Europie system weryfikacji autentyczności leków pozostawia wiele do życzenia. Chociażby dlatego, że dotyczy on tylko leków na receptę – pomijając pozostały asortyment aptek. We wstępnych założeniach, miał on obejmować wszystkie leki.

Przypomnijmy, że system ten opiera się na tzw. serializacji. Każde opakowanie legalnie wyprodukowanego leku ma nadawany indywidualny i niepowtarzalny kod. W momencie wprowadzenia leku do obrotu, kod ten jest wysyłany do europejskiej bazy. Na kolejnych etapach procesu dystrybucji, kod ten jest weryfikowany. Ostatnim etapem jest sprzedaż produktu w aptece, gdzie kod jest wycofywany z bazy. Jeśli na którymś etapie weryfikacji okaże się, że kodu nie ma w bazie, jest to sygnał, że lek jest sfałszowany. Problem w tym, że mimo wdrożenia kilka lat temu, system nadal działa tylko w kilku karach. Pojawiają się w nim też dziury.



Założenia tego systemu miały być takie, że te wszystkie kody miały być skanowane na każdym etapie drogi leku od wytwórcy do finalnego odbiorcy, czyli do pacjenta. Niestety potem okazywało się, że poszczególne grupy, które biorą udział w transporcie leków twierdziły, że mają za dużo pracy, że to za dużo kosztuje. Każda hurtownia farmaceutyczna, przez którą przechodzą leki, miała skanować wszystkie kody. Oczywiście są to nieraz setki tysiące leków dziennie. W związku z tym wprowadzono tak zwaną serializację masową, czyli jeden kod na paletę. To powoduje, że nikt nie skanuje tak naprawdę tego, co jest w środku, co jest w palecie i to oczywiście daje możliwość przestępcom wprowadzania w ten sposób sfałszowanych leków do legalnej sieci dystrybucji – twierdzi profesor Zbigniew Fijałek.

REKLAMA

Podobnie sytuacja wygląda w szpitalach. Gdy wprowadzano w nich system okazało się, że średniej wielkości szpital wydaje tyle leków dziennie, że w zasadzie każdy z nich powinien zatrudnić co najmniej jedną osobę w aptece tylko do skanowania kodów.

– W związku z tym nieraz jest to też tak, że przychodzi paczka do szpitala składem zbiorczym i skanowany jest kod zbiorczy no i znów to powoduje to, że ten system tak naprawdę nie jest w 100% szczelny. Ale chyba nie ma systemów, które byłyby szczelne zawsze i wszędzie – mówi ekspert.

Fałszywe szczepionki przeciw COVID-19

Jako dowód istnienia problemu wskazuje na sytuację, która zdarzyła się w kwietniu w Niemczech. Do jednego z punktów szczepień w Bielefeld przyszła przesyłka ze szczepionkami przeciw COVID-19. Było to około 300 fiolek leku (czytaj również: Fałszywe leki na COVID-19 szturmem zdobywają internet).

– Z jakiegoś powodu, nie zostały sprawdzone. Wstawiono je do lodówki i zostali mini zaszczepieni pacjenci. Nikt na to nie zwrócił uwagi. Dopiero jeden z pacjentów był ciekawy czy seria, którą został zaszczepiony jest w bazie. Sprawdził tę serię i okazało się, że tego numeru nie ma w ogóle w bazie danych. Potem po zawiadomieniu Instytutu Pasteura w Niemczech, który odpowiada za szczepionki, okazało się, że w ogóle nie ma takiego numeru serii, a wytwórca potwierdził, że w ogóle nie wyprodukował takiej serii. Inaczej mówiąc, to były na pewno szczepionki sfałszowane – opowiada Fijałek.

Zdaniem eksperta stworzenie systemu całkowicie bezpiecznego jest niemożliwe – szczególnie kiedy w grę wchodzi czynnik ludzki i celowe działania przestępcze (czytaj również: W Polsce wykryto fałszywe szczepionki Pfizera).

REKLAMA
REKLAMA

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]