REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
pon. 6 kwietnia 2020, 08:30

Tomków: w czasie epidemii należy zlikwidować dyżury nocne aptek

Wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej Marek Tomków w rozmowie dla money.pl mówi, że obecnie nocne dyżury w aptekach nie mają sensu. Farmaceuci są przemęczeni, zespoły zdziesiątkowane albo z powodu kwarantanny albo opieki nad dziećmi. Rządowe obostrzenia sprawiają też, że raczej nikt nie zawita do apteki nocą…

Propozycja radnych zostanie teraz przedyskutowana w pierwszej połowie marca z przedstawicielami 28 aptek działających w Suwałkach (fot. Shutterstock)
W zupełności wystarczy, by apteki były czynne do godz. 23.00 (fot. Shutterstock).

Marek Tomków wskazuje, że farmaceutów do pracy w aptekach brakuje od wielu lat, a obecna sytuacja wyjątkowo trudna. – W obecnej sytuacji część aptek musi rozdzielić załogi tak, by się ze sobą nie krzyżowały. Jest to potrzebne szczególnie w przypadku, gdyby doszło do „zakażenia” apteki, czyli do sytuacji, gdy cały personel fachowy trzeba by objąć kwarantanną. Dezynfekcja apteki trwa znacznie krócej niż 14 dni kwarantanny dla obsady. Dlatego właśnie ten podział jest tak istotny – tłumaczy Tomków.

REKLAMA

Farmaceuci są wyczerpani

Ponadto sytuacja epidemiologiczna wymusza nakładanie ograniczeń na personel. Jedno z nich zakłada, że jeden aptekarz ma mieć dyżury wyłącznie w jednej aptece. Dzięki temu, jeśli dojdzie do zakażenia koronawirusem, na kwarantannę nie będą musiały iść załogi kilku aptek. Wiceprezes NIA dodaje, że apteki, by normalnie funkcjonować, ściągają do pracy emerytowanych farmaceutów.

Natężenie pracy, która obecnie występuje, szybko prowadzi do wyczerpania pracowników. – Nie możemy doprowadzić do sytuacji, że ktoś się pomyli w wydawaniu recepty tylko dlatego, że był w pracy o kilkadziesiąt godzin za długo. Nawet przepisy dotyczące pandemii nie zakładają pracy przez kilka dni non stop – wskazuje Tomków. Jego zdaniem należy koniecznie ograniczyć nocne dyżury.

Nie wszystkie starostwa rozumieją sytuację

Wiceprezes NRA tłumaczy, że czekanie na jednego pacjenta, kiedy i tak jest zakaz wychodzenia z domu, mija się z celem. A farmaceuci są coraz bardziej zmęczeni (czytaj więcej: Dyżury aptek w związku z zagrożeniem epidemiologicznym powinny być zawieszone). Część starostw doszła do takiego samego wniosku i zniosło obowiązek nocnego dyżurowania. Inaczej jest w przypadku powiatu świdnickiego, który wysłał do aptek prokuratora. W ten sposób zmusił farmaceutki, by przyszły do pracy.

REKLAMA
REKLAMA

Chodzi o przypadek jednej ze świdnickich aptek sprzed tygodnia. Portal Świdnia24.pl poinformował, że jej czytelnik nie mógł kupić medykamentu dla dziecka, ponieważ nie było w okolicy czynnej apteki całodobowej. Apteka w Świdnicy nie mogła podjąć nocnego dyżuru, ponieważ wyznaczona do niego farmaceutka poddana została kwarantannie (czytaj więcej: Apteki nie są w stanie dyżurować. Starosta grozi prokuraturą…).

Pierwsza linia frontu bez dodatkowych obciążeń

Zdaniem Marka Tomkowa pacjenci przychodzą w nocy do aptek głównie po testy ciążowe i kubeczki na mocz. Jeśli ich zdrowie jest zagrożone, to w pierwszym odruchu zgłaszają się do szpitala. W zupełności wystarczy, by apteki były czynne do godz. 23.00 (czytaj również: Apteki nie są w stanie dyżurować. W całej Polsce brakuje personelu…).

– Dzisiaj apteki są pierwszą linią frontu. Myślę, że ministerstwo zdrowia i politycy zaczynają to rozumieć. Ponad 41 mln pacjentów przeszło przez apteki w marcu. Część aptek musi obsłużyć nawet kilkaset osób dziennie. Jeżeli apteki nie będą w stanie funkcjonować, nikt w całym systemie ochrony zdrowia tak ogromnej liczby chorych nie przejmie. Warto o tym pamiętać przy wydawaniu decyzji, samemu będąc schowanym za biurkiem – dodaje na koniec Tomków.

Źródło: IK/money.pl

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA