REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
pon. 10 lutego 2020, 12:45

Urzędnik NFZ spędzi w więzieniu dwa lata – co z tymi, którzy wyłudzali refundację?

Dziennikarze „Superwizjera” TVN przygotowali materiał o wykrytych nieprawidłowościach dotyczących sprzedaży leków refundowanych w punkcie aptecznym. Głównym bohaterem materiału „Leki, łapówki i urzędnik NFZ” jest były urzędnik Narodowego Funduszu Zdrowia Zbigniew Kowalczewski, który odsiaduje dwuletni wyrok w więzieniu. Dlaczego to właśnie on tam trafił?

Farmaceuta ma swój zakres obowiązków, które wynikają z ustawy. Jednak ustawa nie mówi, że wszystko co jest niej jest, jest obowiązkiem każdego farmaceuty (fot. Shutterstock)
Jednego roku punkt apteczny wystąpił do NFZ o zwrot refundacji w wysokości prawie 11 tysięcy złotych (fot. Shutterstock).

Narodowy Fundusz Zdrowia co roku dopłaca kilkanaście miliardów złotych do leków, które trafiają do aptek. Dzięki temu pacjenci płacą niewielką część prawdziwej ceny. Resztę pieniędzy apteka otrzymuje od NFZ w ramach refundacji. Aby ten proces przebiegał prawidłowo, czuwają nad nim urzędnicy Narodowego Funduszu Zdrowia. Zbigniew Kowalczewski, były urzędnik NFZ w Kielcach, odkrył wiele nieprawidłowości. Wtedy zaczęły się jego problemy – donosi TVN (czytaj również: W Rzeszowie aptekarze wyłudzali refundację na leki recepturowe).

REKLAMA

Zwrot refundacji w wysokości 350 tys. zł

Zbigniew Kowalczewski kierował komórką, która zajmowała się kontrolą aptek i recept. Kilka lat temu zauważył, że w jednym z wiejskich punktów aptecznych doszło do gigantycznego wzrostu sprzedaży leków refundowanych. Jednego roku punkt apteczny wystąpił do NFZ o zwrot refundacji w wysokości prawie 11 tysięcy złotych. W następnym roku było to już 350 tysięcy złotych. Kowalczewski wytypował więc ten punkt do kontroli i tak zaczęły się jego problemy. Punkt apteczny domagał się od NFZ zwrotów refundacji za rzekomo sprzedane ogromne ilości leków przeciwzakrzepowych.

Recepty miały być masowo wystawiane przez lekarzy z wiejskiego ośrodka zdrowia, w tym przez pediatrę, internistę i stomatologa. Pierwszym problemem, jaki się pojawił w trakcie kontroli, była odmowa właścicielki okazania recept. Poinformowała, że miała włamanie do samochodu i skradziono z niego tylko stare zrealizowane recepty. Sprawca włamania nie został ustalony (czytaj również: 5 osób z zarzutami wyłudzenia nienależnych refundacji z NFZ). Policja umorzyła postępowanie. Kilka dni później ktoś przebił wszystkie opony w aucie Kowalczewskiego, ale ta sprawa również została umorzona.

Wrobiony urzędnik

Oprócz punktu aptecznego w Imielnie, Barbara Ż. była także właścicielką apteki w Mniowie oraz kierownikiem apteki w Bilczy. Z analizy NFZ wynikało, że w sumie we wszystkich aptekach mogło dojść do wyłudzenia ponad dwóch milionów złotych refundacji. W sprawie często pojawiały się wątpliwe recepty stomatolog Bożeny R.-L., siostry Barbary Ż. Prokuratura została powiadomiona o sprawie. – Do mojego gabinetu przyszła pani Bożena i powiedziała mi, że jak ona będzie miała kłopoty, to się bardzo postara, żebym ja miał – twierdzi Kowalczewski. Z tego spotkania sporządził służbową notatkę.

Jak twierdzi TVN, stomatolog nie blefowała. Gdy razem z siostrą stanęły przed prokuratorem w związku z wyłudzeniami refundacji, zeznały, że mężczyzna przez lata brał od nich łapówki za ochronę i niekontrolowanie aptek. Ponadto miał pomóc stomatolog wygrać w NFZ kontrakt na usługi. Jedynym dowodem przeciwko Zbigniewowi Kowalczewskiemu były zeznania obu kobiet. Urzędnik trafił do aresztu, następnie stanął przed sądem (czytaj również: Kierownik apteki oskarżony o wyłudzanie refundacji).

Wyroki w zawieszeniu i zwrot pieniędzy

Kowalczewski stanął przed Sądem Okręgowym w Kielcach w lipcu 2015 roku. Nie przyznał się do zarzucanych czynów. Twierdził, że powodem oskarżenia jest zemsta. Został skazany na dwa lata więzienia, wyłącznie na podstawie zeznań obu kobiet. One dzięki oskarżeniu urzędnika same uniknęły więzienia. Otrzymały wyroki w zawieszeniu. Ponadto farmaceutka miała zwrócić ponad pół miliona złotych wyłudzonej refundacji – tak wynika z reportażu „Superwizjera”.

Rzecznik Sądu Okręgowego w Kielcach Jan Klocek wyjaśnia, że dysproporcje między wyrokami wzięły się z tego, że „wzięto pod uwagę w szczególności to, że kobiety przyznały się do prowadzonego procederu, wyraziły skruchę i określiły udział osoby trzeciej w tym zdarzeniu”. Jak wynika z wyjaśnień farmaceutki Barbary Ż., to stomatolog Bożena R.-L. faktycznie zarządzała ich finansami, miała pełnomocnictwa do firmowych kont. Właścicielem jednej z placówek był nawet jej mąż, Krzysztof L. Przed sądem twierdził on, że nic nie wiedział o działalności swojej żony. Wszyscy troje mieszkają w jednym domu w Kielcach (czytaj również: Sieć aptek pomogła lekarzowi wyłudzić 8 mln refundacji z NFZ?). Reporterzy „Superwizjera” spotkali się z Krzysztofem L. Zapytany o sprawę zwrotu refundacji stwierdził, że w pewnym momencie był tylko właścicielem i że „cały temat jest dla niego zamknięty”.

REKLAMA
REKLAMA

Odwrócony łańcuch dystrybucji?

Zbigniew Kowalczewski mówi, że kobiety handlowały ogromnymi ilościami leków przeciwzakrzepowych. Wówczas brakowało ich notorycznie w aptekach, ponieważ były wywożone za granicę przez mafię lekową w ramach tzw. odwróconego łańcucha dystrybucji. Zdaniem Roberta Poniedziałka, pełnomocnika Kowalczewskiego, również w sprawie aptek prowadzonych przez siostry mogło chodzić o odwrócony łańcuch dystrybucji.

Świadczyć o tym ma przede wszystkim ilość leków (czytaj również: Psychiatra usłyszał zarzuty za sprzedaż leków w gabinecie. Miał też wyłudzić 7 mln zł z NFZ…). Jednak nikt nie badał tego związku w śledztwie – tak ustalili reporterzy „Superwizjera”. Prokurator prowadzący śledztwo nie zweryfikował, czy i w jaki sposób kobiety płaciły w hurtowniach za zakupione leki. Nie badał przelewów, nie żądał od hurtowni faktur i dokumentów zakupowych. Kobiety twierdziły, że leki w hurtowniach kupowały za gotówkę, a ich faktury zakupowe zostały skradzione z bagażnika auta razem z receptami.

Zemsta mafii lekowej

Od kilku miesięcy Zbigniew Kowalczewski jest w więzieniu, gdzie ma spędzić dwa lata. Może ubiegać się o przedterminowe zwolnienie po odbyciu co najmniej połowy kary, czyli najwcześniej na wolność wyjdzie w czerwcu, jeśli sąd się na to zgodzi. – Byłem urzędnikiem NFZ, który pierwszy wykrył ten proceder w oddziałach NFZ. Żaden oddział NFZ do tej pory tego nie zrobił. Wszystkie zgłoszenia odnośnie mafii lekowej były ze strony nadzorów farmaceutycznych. To jest jasny przekaz dla innych. Ruszycie to, skończycie jak on – podkreśla. Jak twierdzi poszkodowany, jego problemy to zemsta mafii lekowej. Z akt jego sprawy wynika, że usiłował nawiązać współpracę z Centralnym Biurem Antykorupcyjnym. CBA odmówiło komentarza w tej sprawie. Z korespondencji między CBA a NFZ wynika natomiast, że Biuro weryfikowało wiarygodność Kowalczewskiego w NFZ.

Gdy Kowalczewski był jeszcze urzędnikiem, wykrył, że inna apteka, tym razem z Sandomierza, w podobny sposób wyłudza refundację, także przede wszystkim na leki przeciwzakrzepowe. Prokuratura zabezpieczyła kilkadziesiąt tysięcy dokumentów i postawiła zarzuty kierowniczce apteki, Marii C. Kobieta przyznała się do zarzutów, śledztwo nadal trwa. – Szacunkowa wysokość wyłudzeń, o ile będzie potwierdzona, może wynosić nawet kilka milionów złotych. Na chwilę obecną zarzut wskazuje na wyrządzenie szkody w kwocie nie mniejszej niż 152 tysiące złotych – mówi rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach Daniel Prokopowicz.

Nie oddano ani złotówki

Prawomocny wyrok skazujący farmaceutkę i stomatolog z Kielc zapadł ponad cztery lata temu. Farmaceutka musi oddać do NFZ 540 tysięcy złotych wyłudzonej refundacji. NFZ do tej pory nie poinformował sądu, czy kobieta oddała pieniądze. Dopiero po oficjalnym zapytaniu dziennikarzy „Superwizjera” do NFZ w Kielcach, fundusz nagle przesłał do sądu informację, że kobieta nie oddała do tej pory ani złotówki. Oficjalnie nie ma żadnego majątku poza skromną emeryturą. W grudniu kielecki sąd postanowił jednak o odwieszeniu wykonania kary więzienia dla farmaceutki Barbary Ż.

– Mimo upływu okresu ponad czterech lat od uprawomocnienia się wyroku skazana nie zapłaciła z własnej woli żadnej kwoty na rzecz pokrzywdzonej instytucji. Jedynie egzekucja komornicza przyniosła pokrzywdzonemu kwotę nieco ponad 20 tysięcy złotych za okres czterech lat. W związku z tym, w ocenie sądu, zasadnym było zarządzenie wykonania kary pozbawienia wolności wobec skazanej, ponieważ nie naprawiła szkody – mówił sędzia w uzasadnieniu wyroku.

Źródło: IK/TVN24

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA