Właściciel apteki naruszył przepisy. Wojewódzki Inspektor Farmaceutyczny uznał, że naruszenie było na tyle poważne, że powinien on stracić zezwolenie na prowadzenie apteki. Po wszczęciu postępowania w tej sprawie, przedsiębiorca sprzedał jednak aptekę farmaceuci, spełniającemu wymogi określone w przepisach. Postępowanie WIF zakończyło decyzją o cofnięciu zezwolenia… problem w tym, że teraz apteka należy do kogoś innego. W ocenie Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w tej sytuacji, zezwolenia nie można cofnąć. Nowy właściciel nie może bowiem odpowiadać za „grzechy” poprzedniego (czytaj również: Sprzedaż apteki ucieczką od odpowiedzialności przedsiębiorców naruszających przepisy?).
Ten wyrok WSA wywołał poruszenie w środowisku aptekarskim. W praktyce może bowiem oznaczać, że w przypadku naruszenia przepisów właściciele aptek będą mogli uciekać od odpowiedzialności administracyjnej, sprzedając swoje placówki.
Apteka bez „grzechu pierworodnego”
Zaniepokojony wyrokiem Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego jest wiceprezes NRA – Marek Tomków. W rozmowie z Jakubem Styczyńskim z Dziennika Gazety Prawnej wskazuje, że skoro aptekę można nabyć bez swoistego „grzechu pierworodnego”, to znaczy, że pierwotny właściciel może grzeszyć do woli.
– Czyli w praktyce, jeżeli ktoś zostanie przyłapany na gorącym uczynku przez inspekcję farmaceutyczną, nawet na wielomilionowych przekrętach, to może po prostu sprzedać aptekę i pozbyć się problemu. Obawiam się, że taka praktyka może wkrótce stać się powszechna, a orzecznictwo wykorzystywane do uniknięcia odpowiedzialności za naruszenia. A to trochę tak, jakby użyć samochód do kradzieży, sprzedałoby się go tuż przed wyrokiem i dzięki temu nie odpowiadałoby się za samą kradzież – wskazuje Tomków.
Wspomniane orzecznictwo WSA jest korzystne dla farmaceutów, którzy zgodnie z „apteką dla aptekarza”, jako jedyni mogą kupować apteki (czytaj również: Poprzedni właściciel reklamował aptekę. Nowy nie zapłaci za to kary…).
– Farmaceuci mogą kupić aptekę, nawet jeśli ma ona problemy, i nie poniosą za to konsekwencji. Patrząc z tej strony, opisywane orzeczenia dają większą pewność na rynku aptek. Tym bardziej że farmaceuci prowadzą dziś apteki na własny rachunek i odpowiadają całym swoim majątkiem, a nie majątkiem spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, którą w razie potrzeby można wygasić – mówi wiceprezes NRA w rozmowie z Dziennikiem Gazetą Prawną.
Zezwolenie to coś więcej niż dokument
Zdaniem Marka Tomkowa zezwolenie na prowadzenie apteki to nie tylko certyfikat jej posiadania. To szczególny dokument dający jego właścicielowi szerokie możliwości nabywania i zbywania produktów leczniczych, w tym ratujących życie.
– Jeżeli zatem określone zezwolenie było używane do przestępczych celów, to powinno wygasnąć – uważa Tomków.
Wiceprezes NRA uważa, że praktyką wśród inspektorów farmaceutycznych powinno stać się wydawanie decyzji o przeniesieniu zezwolenia na prowadzenie apteki dopiero po zakończeniu wszelkich postępowań dotyczących jej poprzedniego właściciela. W przypadku zmiany zezwolenia te postępowania powinny być natychmiast umarzane (czytaj również: Czy można sprzedać aptekę w trakcie postępowania o cofnięcie zezwolenia?).
– Wszak naruszyciel dobrze wiedział, że łamie przepisy i powinien z tego tytułu ponieść konsekwencje w postaci utraty majątku. A jeżeli nie chcemy, żeby zamykano apteki, których właściciele np. wywozili za granicę leki z pseudoefedryną, to może trzeba zaostrzyć przepisy karne, penalizujące tego typu naruszenia. Być może wówczas naruszyciele zastanowiliby się dwa razy, czy warto jest im podjąć ryzyko, mając na względzie nie tylko potencjalne zyski, lecz także widmo odsiadki – mówi Marek Tomków w rozmowie z DGP.
Źródło: ŁW/DGP










