Serwis Aleteia publikuje wywiad z farmaceutką – Kingą z Krakowa – która opowiada o tym, jak trudna jest praca w aptece farmaceuty katolickiego. Kobieta odmawiała sprzedaży antykoncepcji i uważa, że z tego powodu została zwolniona z apteki. W wywiadzie opowiada też o malejącej roli i znaczeniu farmaceutów, jako zawodu zaufania publicznego.
– Moje dylematy dotyczą spraw sumienia. Kiedyś farmaceuta kojarzył się z zawodem zaufania publicznego. Jeśli ktoś pytał: „Pani magister, co mam zażyć, co pani poleca?”, to według swoich umiejętności i możliwości, a także uwzględniając grubość portfela pacjenta, mogłam spokojnie coś doradzić, o ile dany lek nie był na receptę. Natomiast teraz stanowi to problem – mówi farmaceutka.
Wyjaśnia, że dziś apteki to w większości małe korporacje, w których farmaceuci mają obowiązek sprzedawać określone produkty. Często zmusza się ich by rozprowadzali coś, co może być np. mało skuteczne lub dużo droższe niż którykolwiek lek dostępny od lat na rynku.
– Nie wszystko, co jest uważane za suplement, danemu pacjentowi pomoże. A jeżeli ja mam to sprzedać, bo tak właśnie „zatowarowała się” apteka? Nie na tym polega służba pacjentowi. Jego zaufanie do farmaceuty jest w ten sposób podważane – mówi Kinga z Krakowa.
Antykoncepcja i „kultura śmierci”
Farmaceutka w wywiadzie przyznaje, że dla niej najbardziej bolesnym tematem jest obecność w aptekach środków poronnych. W ten sposób określa pigułki antykoncepcyjne (czytaj również: Antykoncepcja hormonalna – działanie, skuteczność i wpływ na organizm).
– Jeśli teraz na recepcie są środki, które powodują śmierć nienarodzonego dziecka, to jest absolutnie niedopuszczalne. I dla mnie bardzo bolesne, kiedy zamiast służyć życiu i zdrowiu, mam brać udział w „kulturze śmierci” – mówi farmaceutka.
Jednocześnie cieszy się, że preparaty te nie są już dostępne bez recepty – choć przez pewien czas były. Z jej relacji wynika, że wtedy średnio trzy osoby w ciągu jednego dnia zgłaszały się do jej apteki po taki preparat (czytaj również: EllaOne na receptę zgodne z prawem unijnym).
– Również młodzi poniżej 18. roku życia przychodzili, żując gumę, i wyglądało tak, jakby tabletki poronne uważano niemal za… cukierki. Bez żadnych działań ubocznych – mówi.
Fakt, że antykoncepcja doustna jest kupowana, uznaje za brak wyobraźni osób, które taki „środek, działający przeciw zdrowiu i życiu”, zażywają. Jej zdaniem wiele osób nie ma wiedzy o tym, co może się stać w wyniku ich stosowania, np. o krwotokach i zakrzepach, które mogą prowadzić do śmierci kobiety. Pacjenci za rzadko czytają ulotki, a już bardzo sporadycznie czytają je w całości.
Zwolniona z pracy za przekonania?
Farmaceutka wywiadzie udzielonym serwisowi Alateia opisuje sytuację gdy udało jej się odwieść pacjenta od zakupu pigułek antykoncepcyjnych (czytaj również: Czy farmaceuta może odmówić wydania leku, powołując się na klauzulę sumienia?).
– Właśnie wtedy, kiedy tabletki poronne były wydawane bez recepty, mogłam nawiązać rozmowę z chłopakiem, który po nie przyszedł. Zapytałam, czy rzeczywiście chce je kupić. Potwierdził. Wtedy wyjaśniłam, że gdybym ja miała je zażyć, na pewno bym tego nie zrobiła, ponieważ to bardzo szkodzi kobiecie. Zapytałam, czy życzy koleżance, znajomej czy dziewczynie zakrzepów i krwotoków oraz ich konsekwencji, długotrwałego i kosztownego leczenia… Odpowiedział, że nie chciałby tego za żadne skarby. Podziękował i odszedł. Była to jedyna sytuacja, kiedy można było nawiązać dialog, pozostałe przebiegały na zasadzie „kupna i sprzedaży”, bez jakiegokolwiek wchodzenia w temat, nawet zapytania, czy to nie szkodzi zdrowiu – opisuje farmaceutka.










