– W wielu kwestiach AdA doskonale zdała egzamin. Zablokowała wywóz leków z aptek, ograniczyła też na pewien czas powstawianie i rozbudowywanie wszystkich sieci aptecznych, w tym zagranicznych – mówi Marcin Wiśniewski.
Przyznaje jednocześnie, że po jakiś czasie sieci aptek zaczęły próbować obchodzić nowe przepisy. Obecnie jego zdaniem funkcjonuje już w Polsce około 1000 aptek działających z ominięciem zapisów „apteki dla aptekarza”. Powstały mechanizmy obchodzenia przepisów polegające między innymi na przejmowaniu kapitałowym spółek, do których należą apteki i późniejszym zmienianiu zezwoleń (czytaj również: Krzysztof Łanda: Będziemy starać się wprowadzić moratorium na zakładanie aptek).
W odwiedzinach u „słupa”
– Drugą metodą obchodzenia ustawy, w momencie kiedy aptekę prowadzi nie spółka a osoba fizyczna, jest kupienie tej apteki na zasadach zgodnych z prawem, natomiast przed podstawione osoby. Farmaceutów, którzy pracują w jakiejś sieci aptek i są po prostu zatrudnieni do tego, żeby za określoną sumę podpisać dokumenty, że kupują aptekę na siebie – opisuje Marcin Wiśniewski.
Dziennikarze odwiedzili jedną z aptek sieciowych w Radomiu, by porozmawiać z dwiema farmaceutkami, które w dokumentach są wpisane jako właścicielki. Żadnej z nich nie zastali na miejscu. Pracownicy stwierdzili, że jedna w Radomiu była tylko przy otwarciu apteki. Druga w mailu do redakcji stwierdziła, że była w aptece w lutym. Później nie podróżowała do Radomia z powodu koronawirusa (czytaj również: Co z apteką kupioną “na słupa”? Na “właścicielach” milionowe długi…).
W reportażu pokazano aptekę w Gdańsku, której Główny Inspektor Farmaceutyczny odebrał zezwolenie, gdy okazało się, że w rzeczywistości kontroluje ją sieć mająca w województwie więcej niż 1 procent aptek. Michał Marcinkowski, konsultant województwa pomorskiego ds. farmacji aptecznej, wyjaśnił dziennikarzom, że w tej sytuacji doszło do bezczelnego obejścia prawa. Jeden z pracowników sieci został figurantem, który zgodził się podpisać umowy dające właścicielom pełną kontrolę nad apteką, która została zakupiona na niego (czytaj również: Decyzja GIF w sprawie Polkowic: franczyza czy przejęcie kontroli?).
– Takich aptek, które udało się w uruchomić w taki sposób, jest w Polsce około 60 – mówi Marcinkowski.
ZPA PharmaNET w odpowiedzi na pytanie dziennikarzy o otwieranie aptek na słupa twierdzi, że to insynuacje. Ma to być sposób korporacji aptekarskiej na walkę z konkurentami, których chcą wyrzucić z rynku.
Kto płaci podatki?
Dziennikarze przedstawili dane zebrane przez Związek Aptekarzy Pracodawców Polskich Aptek na temat podatków płaconych przez sieci aptek. Wynika z nich, że wiele sieci aptecznych w ostatnich latach wykazywało straty, tym samym nie płacą podatków od dochodów. Te, które wykazały zysk zapłaciły w okresie od 2017 do 2019 roku 140 mln zł podatku. W tym samym czasie apteki indywidualne zapłaciły łącznie 1 mld zł podatku (czytaj również: MF: Brak informacji o nieprawidłowościach w rozliczeniach podatkowych sieci aptecznych).
– Teraz mamy sytuację kryzysową koronawirusa, kiedy państwo pomaga firmom i pomaga wszystkim firmom, którym grozi gorsza sytuacja na rynku. Proszę sobie wyobrazić, że w tej chwili ja, ze swoich podatków dopłacam, żeby utrzymać mojego zagranicznego konkurenta na polskim rynku – mówi Marcin Wiśniewski.
W dalszej części reportażu wskazuje, że w Polsce obecnie mamy dwie największe sieci apteczne, które należą do zagranicznego kapitału. Największą zarządza fundusz mający swoją siedzibę w Holandii. Druga co do wielkości należy do spółki zarejestrowanej na Cyprze. W sumie według danych ZAPPA od 17% do 18% aptek w Polsce należy do zagranicznych właścicieli.
– W tej chwili jest to w skali inwazji na polski rynek. Ale takiej cichej inwazji, bo praktycznie nikt o tym nie mówi. Nikt nie chce tego pokazać i się tym zainteresować. Natomiast ten rynek w nieprawdopodobnie szybkim tempie tracimy – mówi Marcin Wiśniewski.
Źródło: KW/TVP










