Ostatnie prawie 4 lata kojarzą mi się z ciągłą walką bokserską. Z jednej strony stoi i nie upada potężny, ale niezgrabny przeciwnik. Z drugiej strony my, farmaceuci. Okładamy go z każdej strony. Wymierzamy mniej (faktyczne strajki oraz czasami rozstrzygnięcia nadzorcze wojewodów) lub bardziej (wygrane w Sądach Administracyjnych) silne ciosy. Dokładamy przerażającymi informacjami z zewnątrz, czyli tragedią z Jarocina (czytaj więcej: Techniczka pomyliła dawkę morfiny. Pacjentka nie żyje…) oraz – po sąsiedzku – śmierć kardiologa na dyżurze w moim Pleszewie.
Czołowe media ogólnopolskie oraz wiele sensownych lokalnych lub branżowych, także rozumieją nasz punkt widzenia. 1,78 farmaceuty na aptekę jest wartością nie do przeskoczenia, zwłaszcza że samo MZ ją podało. Gdyby – co nierealne – rząd się wycofał z AdA, geo- i demo, sytuacja by się pogorszyła jeszcze bardziej. (Sugeruję zapamiętać tę informację.) MZ odpowiada sloganami o misji i etyce, dobru pacjenta, itd., ale nic nie robi, by naprawić sytuację. Czy w takim razie, by ich zmotywować do działania, mam(-y) iść pod Pałac Paca i pikietować? Jakiś akt samospalenia? Trąbki i palące się opony? Przecież mechanizm stworzenia, a zarazem rozwiązania problemu jest trywialnie prosty i zrozumiały nawet dla dzieci, choćby trochę znających wartość pieniądza. Niestety, MZ udaje, że go nie rozumie.
Dodam, że w Niemczech aptekarze przestali protestować przeciw dyżurom, gdy wprowadzono ustawę, która umożliwiła ich finansowanie (czytaj więcej: Dyżury aptek w Niemczech. Rozmowa z farmaceutą…).
Brak kompetencji
Z moich osobistych doświadczeń wynika, że w Departamencie Polityki Lekowej i Farmacji (proszę zauważyć, że farmacja jest na samym końcu) nie ma ludzi kompetentnych, nie tylko zresztą w sprawie dyżurów, choć teraz o tym piszę.
Idąc tam w gronie dojrzałych i doświadczonych przedstawicieli naszego Samorządu, po drugiej stronie spotykałem osoby z innej nierealistycznej bajki. Zapraszają do Warszawy, a gdy już do niej dojedziemy, o godz. 8:05 dowiadujemy się, że odwołano spotkanie wyznaczone na godz. 10:00. Gdy już po kilku tygodniach do spotkania dojdzie, jest opóźnione. Zaczynamy rozmawiać. My o chlebie, oni o niebie. Słyszymy: „w Warszawie i okolicy nie ma problemów”. Odpowiadam, że w Pleszewie, Jarocinie, Gorzowie Wlkp., Ostrowcu Św., itd., są. My przedstawiamy dane, oni ich nie znają. Udowadniamy, że je mają, bo sami je przygotowali i publicznie – w gmachu MZ – przedstawiali, oni robią wielkie oczy. Podajemy daty, miejsca i (znane!) nazwiska, oni rozkładają ręce. Wraz ze Związkiem Powiatów Polskich naciskamy na kolejne i ostateczne spotkania, oni niechętnie się na nie godzą, po czym do dziś nie wyznaczają terminu.
Jeżeli ktoś przypuszcza, że mnie osobiście zniechęci taka urzędowa obstrukcja, jest w błędzie. Niemniej bez ich rządowej decyzji nic się nie zmieni. Paradoksalnie, dotychczasowe brzmienie art. 94 PF, choć generujące konflikty, sprzyja (sic!) nam, farmaceutom. Jest jeden warunek. NIE DYŻUROWAĆ! (czytaj więcej: Chocholi taniec radnych – część 2). Im więcej aptek tak zrobi, tym lepiej dla nas wszystkich, a MZ prędzej dokona zmian. Próby wpływania na radnych i starostów prawie zawsze są pozbawione sensu. W większości rozmowy z aptekarzami są później wykorzystywane jako dowód, także w Sądzie Administracyjnym, że „przeprowadzono z nimi konsultacje” (czytaj więcej: Dyżury aptek za 700 zł za noc – część 1, część 2, część 3).
Niby słyszą, ale nie słuchają
DPLiF to na szczęście nie jest całe Ministerstwo Zdrowia. Jednakże ten moloch raczej nie przyciąga do siebie kwiatu polskiej inteligencji, co widać po efektach jego pracy. Czego się nie dotkną, zepsują. Jest to o tyle dziwne, że nasi przedstawiciele są z nimi w stałym kontakcie.
Problem w tym, że – tak jak powyżej napisałem – my o chlebie, oni o niebie. Niby słyszą, ale nie słuchają. My ich ostrzegamy, ale oni robią po swojemu, idą własną drogą i z rozpędem uderzają we framugę drzwi (czytaj więcej: Chocholi taniec radnych – część 1). Potem zdziwieni, że np. pracownik domu dziecka wraz z aptekarzem mogą iść do więzienia za FV na krople żołądkowe. I, że nam się to nie podoba (eufemizm). A przecież byli uprzedzani, nawet podczas obrad sejmowej Komisji Zdrowia (czytaj więcej: Za zakup leku można trafić do więzienia? Nowe przepisy są absurdalne!). Co więcej, stale podkreślamy, że albo będą pytać nas przed zmianami i uzyskają dobre podpowiedzi, albo nie będą pytać i później spotkają się z intensywną krytyką. Nie tylko naszą. Ostatnie problemy z karami za FV, zostały w mediach jednoznacznie ocenione jako zawinione przez rządzących, a nie aptekarzy.
Takie postępowanie dziwi, gdyż bez udziału farmaceutów nie doszłoby do wdrożenia e-recepty, serializacji oraz ZSMOPL-a. MZ publicznie to przyznaje samo z siebie. Tego typu wypowiedzi nie wzbudzają moich emocji, gdyż są stwierdzeniem stanu faktycznego. Raczej mnie dziwi, że skoro MZ zauważa powodzenie pewnych działań i powiązanie ich sukcesu ze współudziałem farmaceutów, dlaczego na innych polach rozmyślnie działa wbrew nam?
Kropla, która przelała czarę goryczy
Przede wszystkim cieniem się kładzie zastopowanie prac nad Ustawą O Zawodzie farmaceuty (UOZ). To jest kropla, która przelała czarę goryczy. (czytaj więcej: Ustawa o zawodzie farmaceuty trafi do niszczarki? Prezes NRA apeluje…)
Nie dość, że pomimo różnego rodzaju wezwań o przekazanie jej do konsultacji publicznych i ujawnienie jej treści, nie zrobiono tego, to z publicznie dostępnych informacji wynika, iż stoi za tym konkretny urzędnik DPLiF (czytaj więcej: Farmaceuci wściekli na Ministerstwo Zdrowia. Czują się oszukani i grożą…). Proszę zwrócić uwagę, jak ww. decyzje wpłynęły na polaryzację w środowisku farmaceutów. Samorząd (sic!) jest oskarżany o ukrywanie treści UOZ. Komentujący internauci wmawiają, że w projekcie leżącym w Ministerstwie Zdrowia – którego przecież nikt nie widział – rzekomo znajduje się szereg pomysłów utrudniających nasze przyszłe zawodowe życie. Np. obowiązkowa specjalizacja dla wszystkich (po co i za czyje pieniądze?), wyższe składki na Izbę, także od farmaceutów dziś do niej nie należących (jak to pogodzić z ustawą o Izbach?), a nawet przymusowe dyżury (sic!).
W kontekście tematu niniejszego felietonu, zwłaszcza przykład z dyżurami pokazuje, jak niektórym osobom hejt i jazgot nie pozwala myśleć logicznie. Nie zauważają związków przyczynowo-skutkowych. Nieracjonalność tych wypowiedzi, połączona z agresywnym językiem, budzi we mnie skojarzenia z manipulacją naszym środowiskiem. Wystarczyło podgrzać atmosferę, by wzbudzić negatywne emocje. Czy nie dość jesteśmy podzieleni?
P.S: Odpowiedź pani Prezes NRA Elżbiety Piotrowskiej-Rutkowskiej, przesłana do Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców, pokazuje wyraźny brak woli Ministerstwa Zdrowia do zrobienia czegokolwiek. Nie tylko w sprawie dyżurów aptek, choć tego dotyczy pismo….(czytaj więcej: Spór ministerstwa z farmaceutami o konstytucyjność i koszty dyżurów aptek… )










