Czym żył rynek apteczny w 2019 roku? Oto filmowe Farmaceutyczne Podsumowanie Roku 2019!
Galopująca cyfryzacja w polskich aptekach
Rok 2019 to istna kumulacja informatycznych wdrożeń w systemie ochrony zdrowia. Apteki musiały podłączyć się do przynajmniej trzech nowych systemów, bez których ich dalsze funkcjonowanie byłoby niemożliwe. Już od 1 stycznia 2019 r. wszystkie musiały zgłosić gotowość do realizowania elektronicznych recept oraz wysyłania Dokumentów Realizacji Recepty. Gorączkowe podłączanie blisko 15 000 polskich aptek trwało przez ostatnie tygodnie roku 2018, a i tak nie obyło się bez problemów. Najgorsze miało jednak dopiero przyjść pod koniec 2019 roku, gdy w życie weszły zaskakujące i kontrowersyjne przepisy dotyczące e-recept ważnych 365 dni (czytaj więcej: Od 1 stycznia apteki mają obowiązek elektronicznego otaksowania recept).
Z kolei od 9 lutego wszystkie apteki musiały podłączyć się do PLMVS – Polskiego Systemu Weryfikacji Autentyczności Leków. Jego wdrożenie zostało narzucone naszemu krajowi (jak i pozostałym członkom UE) przez tzw. Dyrektywę Fałszywkową. W rezultacie wszystkie leki na receptę (oraz OTC zawierające omeprazol) wprowadzane od 9 lutego do obrotu muszą posiadać dwa zabezpieczenia chroniące ich autentyczność (kod serializacyjny oraz tzw. anti tampering device). Z kolei apteki od tej daty muszą za pomocą PLMVS sprawdzać autentyczność leków wydawanych pacjentom przez weryfikację kodów serializacyjnych. Oczywiście i tym razem nie obyło się bez problemów oraz kontrowersji. System do tej pory nie jest całkowicie sprawny, generuje wiele fałszywych „alertów” i spowalnia pracę farmaceutów. W drugiej połowie roku wprowadzono do Prawa farmaceutycznego odpowiednie przepisy sankcjonujące obowiązki wszystkich uczestników tego systemu oraz kary za niewywiązywanie się z nich. W przypadku aptek kary te wejdą w życie jednak dopiero od 1 lipca 2020 r (czytaj więcej: System PLMVS: Certyfikacja apteki niezbędna do 9 lutego 2019).
Kolejnym systemem, który został uruchomiony dokładnie 1 kwietnia 2019 r., był ZSMOPL – Zintegrowany System Monitorowania Obrotem Produktami Leczniczymi. Stworzono go po to, by dostarczyć Inspekcji Farmaceutycznej i Ministerstwu Zdrowia informacji na temat przepływu leków między producentami, hurtowniami i aptekami. Dla aptek oznacza on obowiązek raportowania przynajmniej raz na dobę stanów magazynowych oraz problemów z zamówieniem leków. Obowiązek, który póki co nie skutkuje konkretnymi korzyściami dla aptekarzy (czytaj więcej: To jednak nie żart! ZSMOPL rusza 1 kwietnia. Będzie paraliż aptek?).
A jeszcze pod koniec roku 2019 apteki „dopadł” kolejny system informatyczny, do którego obowiązek podłączenia pojawił się dość znienacka. Mowa oczywiście o eZWM – systemie umożliwiającym potwierdzanie uprawnień pacjenta do realizacji zleceń na wyroby medyczne od 1 stycznia 2020 r. W momencie pisania tego podsumowania nadal niewiele wiemy o kwestiach technicznych dotyczących funkcjonowania i podłączenia do eZWM. Na ten moment konieczność podłączenia do niego dotyczy aptek, które oferują swoim pacjentom refundowane wyroby medyczne (np. pieluchomajtki).
Zawiłe losy ustawy o zawodzie farmaceuty
Na początku roku 2019 na biurko ministra zdrowia trafił projekt ustawy o zawodzie farmaceuty przygotowany przez zespół ekspertów, reprezentujących różne obszary rynku aptecznego i farmaceutycznego. Niedługo po tym z resortu zdrowia odszedł jednak wiceminister Marcin Czech, który był odpowiedzialny za koordynowanie prac zespołu i przygotowanie projektu. W rezultacie w środowisku pojawiła się obawa, że dokument ten trafi do szuflady i po raz kolejny farmaceuci nie doczekają się swojej ustawy. Samorząd aptekarski zaczął więc intensywnie lobbować za kontynuacją prac nad tym projektem. Zorganizowano m.in. kampanię wizerunkową „Po Pierwsze Farmaceuta”, która miała przekonać decydentów, że warto zainwestować czas oraz środki w uporządkowanie zawodu farmaceuty. Do akcji przyłączyła się też redakcja MGR.FARM w roli patrona medialnego (czytaj więcej: WAŻNE! Rusza pierwsza w historii kampania wizerunkowa zawodu farmaceuty…). Wcześniej zorganizowaliśmy też petycję do ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego z apelem o oddanie projektu ustawy do konsultacji publicznych. W dwa tygodnie poparło ją ponad 2300 farmaceutów, studentów farmacji i techników farmaceutycznych (czytaj więcej: Teraz Ustawa! Podpisz petycję do Ministra Zdrowia!).
W końcu po kilku miesiącach nagłaśniania tematu w mediach oraz kuluarowych spotkań resort zdrowia skierował projekt w połowie lipca do konsultacji publicznych. Dokument liczył sobie 91 stron, z czego 20 stanowiły zmiany w innych ustawach. Publicznie projekt krytykowali też lekarze, technicy farmaceutyczni i przedsiębiorcy z rynku aptecznego. W ciągu trzech tygodni wpłynęło do niego kilkaset uwag – często sprzecznych i kontrowersyjnych. Ostatecznie dopiero w październiku zmieniony projekt skierowano na posiedzenie Komitetu Stałego Rady Ministrów, który go przyjął – tuż po wyborach parlamentarnych, ale jeszcze przed zmianą na sejmowych ławach. Teraz farmaceuci niecierpliwie czekają na dalsze prace nad ustawą, która jest ich Świętym Graalem już od ponad 26 lat (czytaj więcej: NIA oburzona tym, co się dzieje z ustawą o zawodzie farmaceuty).
W Polsce wybucha kryzys lekowy
Polskie apteki już od kilku lat miały problemy z dostępem do niektórych leków. Problem narastał tak naprawdę od roku 2012 i był związany głównie z nielegalnym wywozem leków oraz działalnością tzw. mafii lekowej. W mijającym roku osiągnął on jednak poziom krytyczny, co spowodowane było pojawieniem się kolejnych przyczyn niedoboru leków na rynku (czytaj więcej: Czy w 2020 roku czeka nas kolejny kryzys i „wojna lekowa”?).
Najczęściej wymienianą przyczyną braku produktów leczniczych w polskich aptekach były ich bardzo niskie ceny w stosunku do innych krajów. Mowa tutaj oczywiście o urzędowych cenach leków refundowanych, które są wynikiem negocjacji Ministerstwa Zdrowia z podmiotami odpowiedzialnymi. Z jednej strony sytuacja taka jest powodem nielegalnego wywozu leków i działalności mafii lekowej. Wywożone są one tam, gdzie można na nich po prostu więcej zarobić.
Niskie ceny leków w Polsce sprawiają też, że zagraniczni producenci w przypadku ograniczeń produkcyjnych zaopatrują nasz kraj w dalszej kolejności. To skutkuje dłuższymi przerwami w dostawach leków na polski rynek i pojawiającymi się ich deficytami.










